tajemnica przyciąga tajemnicę....
Adelaide pospiesznie zaciągnęła
przyjaciółkę do kuchni, gdzie krzątała się pani domu:
-Witajcie dzi….- Marie Gardini nie
zdążyła nawet się z nimi przywitać, gdyż Addie już przy wejściu rzuciła w jej
stronę niepewny uśmiech:
-Mamo, chyba już pora. Ona… widziała
dementora, nie możemy dłużej…- Marie spoglądała na dziewczyny z
zainteresowaniem, wyraźnie się podekscytowała, lecz na jej twarzy można było
zauważyć niepokój- po prostu jej powiedz, na pewno zrozumie- Addie opadła na
krzesło ze zrezygnowaniem, kiedy to na zewnątrz rozległ się przeraźliwy,
piskliwy krzyk. Wszyscy, oprócz pana Gardini, wybiegli pospiesznie z mieszkania
rozglądając się wokół. Marie Gardini spojrzała w stronę alejki ze sklepami,
kiedy tą będący na niej ludzie rzucili się do ucieczki. Zdezorientowana zaczęła
biec w przeciwnym kierunku, nagle zza jednego z budynków wyłoniło się kilka, a
później kilkanaście zamaskowanych czarodziei. Wszystko co mijali zamieniało się
w wielkie ognisko, chmary dymu unosiły się w powietrzu rozprzestrzeniając niemiły,
kręcący w nosach zapach:
-To śmierciożercy, spadamy- Addie
choć tak naprawdę się bała, starała się tego nie okazywać. Zachowując zimną
krew złapała przyjaciółkę za dłoń i pociągnęła w kierunku polany, z jedynym,
dobrze znanym dla Lily dębem. W międzyczasie Gardini wyciągnęła z
kieszeni fiolkę, którą miesiąc wcześniej- można powiedzieć wykradła, ze
szkolnego zbioru eliksirów:
-Lily, wyrwij mi jeden, mały włos.-
dysząc rzuciła w stronę towarzyszki.
-Włos, zwariowałaś? W jakim celu?- spojrzała na nią z zdezorientowaniem.
-Zrób co każe.- odpowiedziała
poważnym tonem. Lily posłuchała koleżanki i szybkim, zdecydowanym ruchem
pozbyła ją jednego z krótszych włosów, przy czym Addie cicho jęknęła.
W tym momencie przystanęły pod
opustoszałymi gałęziami starego dębu. Kolorowe, choć już zgniłe liście
szeleściły pod ich nogami, zagłuszając krzyki dobiegające z oddali. Addie
spojrzała badawczo w stronę swojego domu, do którego zbliżało się kilku
śmierciożerców:
-To eliksir wielosokowy, wypij go,
będziesz przez jakiś czas wyglądać jak ja. Idź do McGonnagall i powiedz jej o
śmierciożercach, ona będzie wiedziała co zrobić- panna Gardini wrzuciła do
otwartej fiolki wyrwany wcześniej włos i zatrzęsła nią. Podała ją towarzyszce,
która spojrzała na niego z niechęcią:
-Naprawdę nie wiem czy to dobry
pomysł, nie lepiej, żebyś sama do niej poszła?- Lily zapytała z dużym
przejęciem. Bała się, że coś pójdzie nie tak, wskutek czego ktoś zostanie
poszkodowany. Bała się o przyjaciółkę, bała się, że coś jej się stanie. Jej głowa
była pełna wątpliwości, pierwszy a zarazem nie ostatni raz znalazła się w
takiej sytuacji.
-Nie marudź, pij szybciej.-
ponagliła ją Addie. Lily posłała jej ironiczny uśmiech, po chwili przyłożyła
fiolkę do ust i z wielkim trudem wypiła
jej zawartość. Skręciło ją w żołądku, miała odruch wymiotny- sam zapach ją
odrażał, a kiedy poczuła smak wywaru
poczuła się jeszcze gorzej.
Nagle zmniejszyła się do wzrostu swojej
przyjaciółki, jej ciało zaczęło zmieniać kształt. Włosy zmieniły kolor na
ciemny blond, tęczówki stały się niebiesko-zielone, a z nosa zniknęło kilkanaście
brązowiutkich piegów. Addie wyciągnęła różdżkę, przytuliła przyjaciółkę, która
akurat w tej chwili wyglądała tak samo jak ona, po czym obróciła się na pięcie
i pobiegła w stronę domu, w którym przebywał jej nieświadomy niczego ojciec:
-Proszę, zrób to najszybciej jak
możesz!- wykrzyczała drżącym głosem. Lily nie mogła uwierzyć w to co się przed
chwilą stało, wyglądała identycznie jak Addie.
Stojąc tak jeszcze przez kilka
sekund w końcu obróciła się i przeszła przez drzewo. Znalazła się w
zapuszczonej uliczce, za pośrednictwem której zazwyczaj dostawała się do
doliny. Bez chwili namysłu ruszyła przed siebie, dokładniej w stronę szkoły.
Przypomniała sobie nagle, że żeby dostać się do profesor McGonagall musi wejść
do kotłowni, co równa się z posiadaniem różdżki i rzuceniem zaklęcia. Jednak
postanowiła nie tracić na to czasu i zaczęła biec ile sił w nogach. Po kilku minutach była już przy
wejściu do budynku. Przed chwilą wybiła godzina siedemnasta, więc na
korytarzach nikogo już nie było. Oczywiście było to na plus, szczególnie dla
szesnastolatki.
Moment później znajdowała się pod drzwiami do kotłowni,
stukając w nie i wypowiadając różne dziwne słowa nie doprowadziła do niczego.
Zrezygnowana zaczęła się modlić, aby ktoś wyszedł z podziemi w ciągu
najbliższych kilku minut. Jej prośba najwyraźniej została wysłuchana, gdyż po
kilkunastu sekundach klamka się przekręciła a zza drzwi wyłoniła się damska
sylwetka:
-O, cześć Addie. Czemu nie było Cię
dziś na spotkaniu? McGonnagall się o Ciebie pytała, nie wyglądała na
zadowoloną.- z ust rudowłosej dziewczyny wydobył się lekko piskliwy głos.
Rzuciła uśmiechem w stronę Lily, która próbowała nie dać po sobie niczego poznać:
-T-tak? T-to ja może lepiej już do
niej pójdę, cześć!- rzuciła wchodząc pospiesznie do środka. Na szczęście nie
była to kotłownia, a kamienny korytarz. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Ku jej
zdziwieniu drzwi od komnaty zmniejszały się z każdą sekundą, dlatego ta zaczęła
biec w ich stronę chcąc się przez nie przedostać:
-Całe szczęście.- powiedziała do
siebie szeptem, rozglądając się wokół. Nie była już na korytarzu, znajdowała
się w dobrze znanym jej miejscu.
Już przy wejściu czuła na sobie czyjś wzrok,
pomyślała, że to znowu mężczyzna z obrazu ją dręczy, ale po chwili przypomniała
sobie, że przecież nie jest sobą. Dziewczyna ruszyła do przodu i za
chwilę była już na pierwszym piętrze. Biegła korytarzem kierując się głosami
dochodzącymi z jego końca. Kilka sekund później ujrzała przed sobą kobietę w
podeszłym wieku z włosami upiętymi na górze głowy i czarną, już starą szatą.
Obok niej stał wysoki brunet, który niczym nie przypominał żadnego z uczniów:
-O, panna Gardini, dlaczego nie
było dziś pani na zajęciach? Ręczę za siebie, że kilkanaście minut przed ich
rozpoczęciem widziałam panią w Condumusie, nie mylę się?- powiedziała chłodnym
tonem widząc swoją uczennicę.
Lily kierowała się w stronę drzwi wyjściowych,
kiedy poczuła czyjeś ręce na talii, a w nosie intensywny zapach męskich perfum.
______
Ja nic nie widziałam, wszystko jak należy ;)
OdpowiedzUsuńTylko czemu taki krótki ?!?!?! A i kiedy następny ?? ;)
Za jakiś czas powinien się pojawić, już napisany, ale tyle za przeproszeniem pieprzenia jest z HTML, że jak przysiądę to z dobre półgodziny zejdzie zanim wstawię :>. Krótki bo są dwie części :P Następne chyba będą dłuższe, tak mi się przynajmniej wydaje patrząc w wordzie ;>
UsuńDzięki za komentarz, pozdrawiam ;]
Super ; )
OdpowiedzUsuńZaczęłam dziś czytać twojego bloga i mi się spodobał :D Kiedy NN? :D
Mój blog : http://patty-marley-hogwart.blogspot.com/
Za jakiś czas, wyżej opisałam dokładniej ;>
UsuńDzięki&pozdrawiam ;]]
Żadnych wyraźnych błędów nie widziałam, może z jedną literówkę, ale tak to, Twoja budowa zdań jest bez zarzutu. Naprawdę miło się czyta. c:
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału... dzieje się c:
Jestem ciekawa dalszego obrotu wydarzeń.
Życzę weny i czekam NN!
Wentz
___________
PS. Na Twoim miejscu wyłączyłabym kod na komentarze. O wiele lepiej pisze się kom bez niego, a tak to zajmuje to więcej czasu xd
O, nawet nie wiedziałam, że jest :D Zaraz się tym zajmę, akurat mam chwilę czasu.
UsuńDzięki i pozdrawiam ;))
Fajnie tu masz :P Zapraszam do mnie i liczę na komentarz ;)
OdpowiedzUsuń