Uścisk był tak mocny, że nie czuła
nic innego po za bólem z nim związanym. Zacisnęła zęby próbując odwrócić głowę
do tyłu. Niestety mężczyzna nie pozwalał jej na to. Trzymając ją wokół brzucha
ciągnął po schodach na niższe piętro. Nie oszczędzał jej bólu, wbijał paznokcie
tak mocno, że momentami wydawała z siebie ciche jęki. Przez ciało dziewczyny
przechodziły dreszcze. Nie wiedziała co się dzieję, do tego nie była do końca
sobą. Nie wiedziała też czego chłopak od niej chce, w zasadzie czego chce od
jej przyjaciółki. Prawdopodobnie była w podziemiach całkiem sama, pomijając
oczywiście nieznajomego mężczyznę. Przymknęła na chwilę powieki. Chciała
krzyknąć, błagać o pomoc, ale gdy otworzyła szerzej usta znalazła się na nich
szorstka dłoń. Najwidoczniej mężczyzna przestraszył się, że ktoś może ich
przyłapać. Zaciągnął dziewczynę w opustoszały korytarz. Odwrócił ją do siebie i
łapiąc za barki przycisnął do ściany. Właśnie wtedy spostrzegła, z kim ma do
czynienia. Platynowa grzywka opadała bezwładnie na czoło, a stalowe oczy
arogancko się jej przyglądały. Nie było w nich ani grama szczęścia, nie były
takie same jak ostatnim razem kiedy go widziała. Tylko czego Malfoy chciał od
Addie? Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź, jednak ta nie rozwiązała
problemu:
-Czyżby nasza mała pani Gardini się
zgubiła, hm?- wycedził przez zęby uśmiechając się szyderczo. Uwolnił jednak
dziewczynę z uścisku i pozwolił jej swobodnie opaść na ścianę.
-A gdzie Twoja koleżanka? Wydaję mi
się, że coś sobie obiecaliśmy? Mam nadzieję, że nie puściłaś pary. Wiesz, że to
by się źle skończyło- podszedł bliżej, ich twarze dzieliły milimetry. Lily
słyszała jego przyspieszony oddech, żyłki w jego oczach stały się nadzwyczaj
czerwone. Nie wiedziała co zrobić, nie wiedziała nawet o czym on mówi.
Zorientowała się tylko, że chodzi tu o nią. Czy Addie coś przed nią ukrywała?
Czy może coś się stało? Pytań nie było końca.
Postanowiła spróbować uciec.
Podniosła rękę z zamiarem odepchnięcia chłopaka do tyłu, jednak ten złapał ją
za nadgarstek. Dziewczyna pisnęła jak mysz uciekająca przed kotem, jak mysz
błagająca o uwolnienie, jak mysz, której działa się krzywda.
-Gdzie tak szybko uciekasz? Mamy
przecież do obgadania jeszcze parę spraw, nie sądzisz?- rzucił w jej stronę
unieruchamiające spojrzenie. Było takie puste. Takie zimne. Ale jednak
wcześniej ją uratował. Tylko dlaczego właśnie ją? Znał jej nazwisko, być może
imię… Powiedział nawet, że się kiedyś spotkali. Ale ona go nie pamiętała. Nie
pamiętała jego platynowych włosów, stalowych oczu. Nie pamiętała niczego. W
każdym razie on ją znał. Tylko skąd?
-W takim razie chyba zaczniemy od
początku, bo widzę, że zapomniałaś już o war…. Zaraz, co to jest?- mężczyzna
złapał Lily za włosy i pociągnął jak najmocniej mógł. Przybliżył ją do siebie.
Coś nie pasowało. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że eliksir przestawał
działać. Blond włosy powoli stawały się ciemniejsze, na tęczówkach pojawiły się
widoczne gołym okiem czekoladowe plamy, z każdą sekundą stawała się coraz
wyższa, aż w końcu podrosła kilka cali. Malfoy odszedł krok do tyłu
przyglądając się z uwagą dziewczynie, wytężył wzrok. Nie zdawał sobie sprawy że
rozmawiał właśnie z nią a nie Gardini. Po chwili jednak powrócił do swojej
wcześniejszej postawy odchrząkując:
-Eliksir Wielosokowy. Czego innego
mogłem się spodzie…- mówił powstrzymując się od śmiechu, ale po raz kolejny nie
udało mu się dokończyć zdania. Zza ściany wyjawiła się damska sylwetka, była to
Addie.
-…spodziewać po tej durnej
dziewczynie, to miałeś zamiar powiedzieć?- uśmiechnęła się szeroko w stronę
Lily, po chwili rzucając w stronę chłopaka chłodne spojrzenie.
-Niczego się nie nauczyłeś Malfoy,
niczego.- powiedziała kręcąc negatywnie głową. Podeszła leniwym krokiem do
przyjaciółki wyciągając z kieszeni różdżkę. Mocno zacisnęła ją w dłoni, wciąż
spoglądając na mężczyznę.
- Już na pierwszy rzut oka widać,
że jesteś durna- wyszczebiotał- kolor włosów mówi sam za siebie, Gardini-
parsknął śmiechem, przyglądając się Lily- jesteś świadoma na co ją naraziłaś,
dając jej ten eliksir? Dobrze wiesz, jak mogło się to skończyć!- powiedział,
ściszając stopniowo głos.
-Nie bądź taki mądry, Malfoy. Mam
swój rozum, gdybym jej tu nie wysłała mogłabym spokojnie powiedzieć
śmierciożercom, że tu jesteś. Z pewnością oszczędzili by dolinę i zajęli by się
Tobą. Ale nie, zrobiłam inaczej, by chronić Twój żałosny tyłeczek. Wiedziałam,
że jesteś skończonym egoistą, ale nie myślałam , że aż takim.- odpowiedziała
jednym tchem, rzucając wzrokiem w stronę Lily. Ta stała nieruchomo przyglądając
się całej sytuacji. Była wyraźnie zdezorientowana.
-Zaraz, śmierciożercy napadli na
dolinę? Trzeba było od razu powiedzieć, a nie zgrywać wielką paniusię.- lekko
się przestraszył, ale nie dał tego po sobie poznać.
-I kto tu zgrywa paniusię Malfoy,
lepiej idź się schowaj bo jeszcze jakiś wyskoczy zza rogu i Cię zaatakuje. Buu!
Lily, chodź, idziemy.- złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła ją za sobą. W
mgnieniu oka znalazły się piętro wyżej.
-O-od kiedy tam byłaś, co?-
zapytała niepewnie brązowooka.
-Od samego początku- odpowiedziała-
szczęście, że się nie rozgadał.- to powiedziała już raczej do siebie pod nosem.
Wypuściła powietrze z ust.-Ale o czym on w zasadzie mówił?-
Addie wiedziała, że przyjaciółka o to zapyta. Nie odpowiedziała jej, stała
przed nią w bez ruchu nie odzywając się. Jedyne co przyszło jej na myśl to
ulotnienie się i zostawienie jej samej. Ale nie mogła. Nie w takim momencie.
Pociągnęła ją pod ścianę. Już po chwili były w kuchni Lily. W powietrzu unosił
się zapach dopiero co spalonego papierosa. Z drugiego pokoju można było
usłyszeć krzyki. Państwo Markley byli właśnie w trakcie kłótni. Lily nie
znosiła, kiedy w domu panowała taka atmosfera, ale przyzwyczaiła się do tego.
Addie machnęła różdżką i zasunęła drzwi od pomieszczenia.
-Słuchaj Lily, sądzę, że będzie
bezpieczniej, jeśli na jakiś czas urwiemy nasz kontakt- powiedziała dość
niewyraźnie, strasznie się mieszając.- to ja chyba wrócę do domu, zostawmy siebie
nawzajem w spokoju, to znaczy….cześć!- Addie otworzyła klapę od kosza,
wyciągnęła różdżkę, wypowiedziała zaklęcie i weszła do środka. Kiedy chciała z
powrotem schować ją do kieszeni wypadła jej z rąk i przeturlała się w stronę
Lily.
-Addie, czekaj, różdżka!-
dziewczyna chwyciła przedmiot rzucając się w stronę kosza na śmieci, który
moment wcześniej się zamknął. Otworzyła go ponownie, lecz nie ujrzała w nim
przyjaciółki. Usłyszała jednak dźwięk rozsuwania się drzwi:
-O, Lily skarbie. Już jesteś. Po co
Ci kawałek tego drewna?- wzrok Amandy Markley przykuła różdżka- Ach, pewnie
chciałaś go wyrzucić, no tak. Wrócimy z ojcem wieczorem, z resztą tak jak zwykle. Dobranoc!- wycedziła
i zniknęła z powrotem za drzwiami. Lily tylko przytaknęła zerkając na zegarek.
Za piętnaście dziewiąta. Nie dość, że jej matka zdziwiła się jej rzekomo
szybkim powrotem, to parsknęła jeszcze o tym, że wróci do domu wieczorem. Ale
był już wieczór. Na szczęście dziewczyna przyzwyczaiła się do tego typu
sytuacji. Nagle spostrzegła, że w ręku nadal ma różdżkę Addie. Nie wiedziała,
jak ma jej ją oddać. Zdecydowanym ruchem otworzyła klapę od kosza. Nie
wiedziała co robi, wiedziała tylko jaki e ma intencje:
-Aperi!- wykrzyknęła wykonując
gwałtowny ruch różdżką. Nie miała pojęcia, czy się udało, czy jednak robi z
siebie idiotkę. Weszła do kosza obiema nogami. Sprawiło jej to wielką trudność-
nigdy wcześniej nie zanurzała stóp w śmieciach. Ale czego innego można
spodziewać się po magii. Zawsze jest nieprzewidywalna. Tak jak w tym momencie.
Lily poczuła wibracje, wszystko zaczęło wirować. Kosz ciągnął ją w dół. Czuła,
jak spada. Czuła bezwład, nie mogła poruszyć ani nogami, ani rękami. Jednak
była świadoma tego, że różdżka znajduje się nadal w jej prawej dłoni. Zacisnęła
ją mocniej. W pewnej chwili opadła z lekkością na ziemię, czuła grunt pod
nogami. Otworzyła oczy. Znajdowała się pod dobrze znanym jej dębem. Kątem oka
zauważyła blond włosy. Pod drzewem siedziała skulona Addie, z przymkniętymi
powiekami.
-Addie…- powiedziała szeptem, gdyż
nadal nie mogła otrząsnąć się po
podróży. Pierwszy raz podróżowała w taki sposób, dziwny sposób. Addie słysząc
swoje imię oprzytomniała i wstała na równe nogi. Objęła wzrokiem przyjaciółkę,
bacznie się jej przyglądając.
-Jak ty… Jak się tu znalazłaś?-
rzuciła, przecierając oczy.
-Domyślam się, że tak samo jak ty.
To chyba Twoje.- wyciągnęła w jej stronę prawą dłoń, w której znajdowała się
brązowa różdżka.
-Dzięki…- odpowiedziała zabierając
przedmiot, lecz stała wciąż z otwartą buzią. Lily nie wiedziała o co jej
chodzi.
- To może powiesz mi teraz o co mu
chodz…- brązowowłosa nie zdążyła dokończyć, kiedy wtrąciła się jej
przyjaciółka.
-Lily, zrozum. Zrobiło się
strasznie niebezpiecznie, dlatego najlepiej będzie, jeśli zachowamy między sobą
odpowiedni dystans, to znaczy… wiesz o co mi chodzi. Uwierz. Naprawdę. Teraz
lepiej wróć do domu, nie martw się o mnie, zajmij się swoim życiem, ja zajmę
się swoim. Tak będzie bezpieczniej. Idź.- Addie popchnęła dziewczynę w stronę
pnia. Po chwili Lily znalazła się z powrotem w swoim domu. W głowie słyszała
tylko głos swojej przyjaciółki mówiący „Odpowiedni dystans” przeplatany wraz z jej imieniem.
"Pieprzony dystans, ha"- pomyślała. To co się dzisiaj zdarzyło obróciło
jej życie o całe 180 stopni. Opadła na krzesło podpierając głowę dłońmi. Głośno się zaśmiała, a po
kilku minutach zsunęła się na podłogę i zasnęła.
______________
Nie wiem czemu akurat w tym opowiadaniu rozdziały są krótkie, a wczoraj z nudów napisałam jakiś bezsensowny ff na cztery strony... Nie rozumiem. W każdym razie ten rozdział jest totalną klapą, nie potrafię opisywać takich sytuacji & w następnym będzie podobnie, bo nigdy się w podobnych nie znalazłam(i obym nie musiała), dlatego opisy wraz z dialogami mogą być tandetne. Jednak mimo wszystko życzę Wam miłej lektury, liczę na uwagi+ jeśli ktoś zauważy jakikolwiek błąd niech napisze w komentarzu(pieprzone HTML). No dobra, to chyba wszystko. Tak więc część i do następnego!
Jest mi głupio, że dopiero teraz komentuje ten rozdział :c Straciłam perspektywę czasu i już sama nie wiem od czego mam zacząć. 24h to stanowczo za mało.
OdpowiedzUsuńJednak do rozdziału wracając, to był świetny! Nie mogłam się go doczekać, ponieważ ciekawiła mnie osoba, która porwała Lily, no ale mam pecha i dopiero teraz czytam.
Muszę Cię ochrzanić... jaka klapa? Jak nie potrafisz takich rzeczy opisywać? MYLISZ SIĘ. Piszesz tak dobrze i wspaniale wszytko opisujesz, że czyta sie bardzo dobrze i płynnie. Musisz w siebie uwierzyć, rozumiesz? Uwierz, że to co robisz jest Twoim sukcesem.
Nadal zastanawia mnie ta absurdalnie mała liczba czytających, ale pomogę Ci. Po reklamuję Cię na moich fp.
Życzę weny i pewności siebie!
Całusy ;*
Wentz
Rozumiem, nie mam przecież za złe!
UsuńStrasznie Ci dziękuję, za tak miłe słowa. Jednak nadal uważam, że nie potrafię opisywać takich rzeczy! Porównując to do innych, jestem w zasadzie na poziomie między 2-3. Tak przynajmniej myślę. No ale dostosuję się do Ciebie, i spróbuję uwierzyć! Szczerze w to wątpię, ale przynajmniej się postaram! :D
Nie każdemu musi podobać się to, co piszę. Szczególnie, że większość woli ff z tymi już znanymi postaciami. To, że jest taka mała liczba, wcale mi nie przeszkadza! Tak naprawdę, to piszę dla samej siebie, po prostu to lubię, a jeśli po drodze natrafi się jakaś osoba, której się to spodoba, to mój osobisty sukces. Dlatego się tak bardzo tym nie przejmuję ;)) No ale w każdym razie bardzo Ci dziękuję, jeśli zareklamujesz. To miłe z Twojej strony! :))
Dzięki i nawzajem, pozdrowionka ; >>
Wreszcie mogłam wejść i przeczytać twój jak zwykle genialny rozdział !
OdpowiedzUsuńMogę to pisać już setny raz, ale muszę jeszcze raz - delikatnie, świetnie się to czyta. Serio, zakochałam się w twoim opowiadaniu i mam nadzieję, że będziesz jak najdłużej ^^
Jestem ciekawa co będzie z Lily i Addie ;)
Pozdrawiam i życzę weny !!
Również zaprasza do mnie na nowy rozdział - Mam nadzieję, że jeszcze masz ochotę na przeczytanie go ;)
Dzięki bardzo za opinię, jednak sądzę, że nie jest idealnie ;)
UsuńMam ochotę i z chęcią wejdę- wielkie dzięki za poinformowanie :)!
Hej, głupio się czuje bo nie ma zakładki "spam", a ja jeszcze nie przeczytałam twojego bloga (zepsuty komp, mało czasu- postaram sie nadrobić)
OdpowiedzUsuńA więc u mnie nowa notka ( może nie najciekawsza- swojego rodzaju wprowadzenie , ale mam nadzieję, że spodoba się choć trochę, bo niedługo zacznie się dziać)
http://zielonooka-evans.blogspot.com/
Dobrze, dobrze, już lecę czytać :)
Usuń