niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział VI cz.2

   Uścisk był tak mocny, że nie czuła nic innego po za bólem z nim związanym. Zacisnęła zęby próbując odwrócić głowę do tyłu. Niestety mężczyzna nie pozwalał jej na to. Trzymając ją wokół brzucha ciągnął po schodach na niższe piętro. Nie oszczędzał jej bólu, wbijał paznokcie tak mocno, że momentami wydawała z siebie ciche jęki. Przez ciało dziewczyny przechodziły dreszcze. Nie wiedziała co się dzieję, do tego nie była do końca sobą. Nie wiedziała też czego chłopak od niej chce, w zasadzie czego chce od jej przyjaciółki. Prawdopodobnie była w podziemiach całkiem sama, pomijając oczywiście nieznajomego mężczyznę. Przymknęła na chwilę powieki. Chciała krzyknąć, błagać o pomoc, ale gdy otworzyła szerzej usta znalazła się na nich szorstka dłoń. Najwidoczniej mężczyzna przestraszył się, że ktoś może ich przyłapać. Zaciągnął dziewczynę w opustoszały korytarz. Odwrócił ją do siebie i łapiąc za barki przycisnął do ściany. Właśnie wtedy spostrzegła, z kim ma do czynienia. Platynowa grzywka opadała bezwładnie na czoło, a stalowe oczy arogancko się jej przyglądały. Nie było w nich ani grama szczęścia, nie były takie same jak ostatnim razem kiedy go widziała. Tylko czego Malfoy chciał od Addie? Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź, jednak ta nie rozwiązała problemu:
-Czyżby nasza mała pani Gardini się zgubiła, hm?- wycedził przez zęby uśmiechając się szyderczo. Uwolnił jednak dziewczynę z uścisku i pozwolił jej swobodnie opaść na ścianę.
-A gdzie Twoja koleżanka? Wydaję mi się, że coś sobie obiecaliśmy? Mam nadzieję, że nie puściłaś pary. Wiesz, że to by się źle skończyło- podszedł bliżej, ich twarze dzieliły milimetry. Lily słyszała jego przyspieszony oddech, żyłki w jego oczach stały się nadzwyczaj czerwone. Nie wiedziała co zrobić, nie wiedziała nawet o czym on mówi. Zorientowała się tylko, że chodzi tu o nią. Czy Addie coś przed nią ukrywała? Czy może coś się stało? Pytań nie było końca. 

Postanowiła spróbować uciec. Podniosła rękę z zamiarem odepchnięcia chłopaka do tyłu, jednak ten złapał ją za nadgarstek. Dziewczyna pisnęła jak mysz uciekająca przed kotem, jak mysz błagająca o uwolnienie, jak mysz, której działa się krzywda.
-Gdzie tak szybko uciekasz? Mamy przecież do obgadania jeszcze parę spraw, nie sądzisz?- rzucił w jej stronę unieruchamiające spojrzenie. Było takie puste. Takie zimne. Ale jednak wcześniej ją uratował. Tylko dlaczego właśnie ją? Znał jej nazwisko, być może imię… Powiedział nawet, że się kiedyś spotkali. Ale ona go nie pamiętała. Nie pamiętała jego platynowych włosów, stalowych oczu. Nie pamiętała niczego. W każdym razie on ją znał. Tylko skąd? 

-W takim razie chyba zaczniemy od początku, bo widzę, że zapomniałaś już o war…. Zaraz, co to jest?- mężczyzna złapał Lily za włosy i pociągnął jak najmocniej mógł. Przybliżył ją do siebie. Coś nie pasowało. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że eliksir przestawał działać. Blond włosy powoli stawały się ciemniejsze, na tęczówkach pojawiły się widoczne gołym okiem czekoladowe plamy, z każdą sekundą stawała się coraz wyższa, aż w końcu podrosła kilka cali. Malfoy odszedł krok do tyłu przyglądając się z uwagą dziewczynie, wytężył wzrok. Nie zdawał sobie sprawy że rozmawiał właśnie z nią a nie Gardini. Po chwili jednak powrócił do swojej wcześniejszej postawy odchrząkując:
-Eliksir Wielosokowy. Czego innego mogłem się spodzie…- mówił powstrzymując się od śmiechu, ale po raz kolejny nie udało mu się dokończyć zdania. Zza ściany wyjawiła się damska sylwetka, była to Addie.
-…spodziewać po tej durnej dziewczynie, to miałeś zamiar powiedzieć?- uśmiechnęła się szeroko w stronę Lily, po chwili rzucając w stronę chłopaka chłodne spojrzenie.
-Niczego się nie nauczyłeś Malfoy, niczego.- powiedziała kręcąc negatywnie głową. Podeszła leniwym krokiem do przyjaciółki wyciągając z kieszeni różdżkę. Mocno zacisnęła ją w dłoni, wciąż spoglądając na mężczyznę.
- Już na pierwszy rzut oka widać, że jesteś durna- wyszczebiotał- kolor włosów mówi sam za siebie, Gardini- parsknął śmiechem, przyglądając się Lily- jesteś świadoma na co ją naraziłaś, dając jej ten eliksir? Dobrze wiesz, jak mogło się to skończyć!- powiedział, ściszając stopniowo głos.
-Nie bądź taki mądry, Malfoy. Mam swój rozum, gdybym jej tu nie wysłała mogłabym spokojnie powiedzieć śmierciożercom, że tu jesteś. Z pewnością oszczędzili by dolinę i zajęli by się Tobą. Ale nie, zrobiłam inaczej, by chronić Twój żałosny tyłeczek. Wiedziałam, że jesteś skończonym egoistą, ale nie myślałam , że aż takim.- odpowiedziała jednym tchem, rzucając wzrokiem w stronę Lily. Ta stała nieruchomo przyglądając się całej sytuacji. Była wyraźnie zdezorientowana. 
-Zaraz, śmierciożercy napadli na dolinę? Trzeba było od razu powiedzieć, a nie zgrywać wielką paniusię.- lekko się przestraszył, ale nie dał tego po sobie poznać.
-I kto tu zgrywa paniusię Malfoy, lepiej idź się schowaj bo jeszcze jakiś wyskoczy zza rogu i Cię zaatakuje. Buu! Lily, chodź, idziemy.- złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła ją za sobą. W mgnieniu oka znalazły się piętro wyżej.

-O-od kiedy tam byłaś, co?- zapytała niepewnie brązowooka. 
-Od samego początku- odpowiedziała- szczęście, że się nie rozgadał.- to powiedziała już raczej do siebie pod nosem. Wypuściła powietrze z ust.-Ale o czym on w zasadzie mówił?- Addie wiedziała, że przyjaciółka o to zapyta. Nie odpowiedziała jej, stała przed nią w bez ruchu nie odzywając się. Jedyne co przyszło jej na myśl to ulotnienie się i zostawienie jej samej. Ale nie mogła. Nie w takim momencie. 

Pociągnęła ją pod ścianę. Już po chwili były w kuchni Lily. W powietrzu unosił się zapach dopiero co spalonego papierosa. Z drugiego pokoju można było usłyszeć krzyki. Państwo Markley byli właśnie w trakcie kłótni. Lily nie znosiła, kiedy w domu panowała taka atmosfera, ale przyzwyczaiła się do tego. Addie machnęła różdżką i zasunęła drzwi od pomieszczenia.
 -Słuchaj Lily, sądzę, że będzie bezpieczniej, jeśli na jakiś czas urwiemy nasz kontakt- powiedziała dość niewyraźnie, strasznie się mieszając.- to ja chyba wrócę do domu, zostawmy siebie nawzajem w spokoju, to znaczy….cześć!- Addie otworzyła klapę od kosza, wyciągnęła różdżkę, wypowiedziała zaklęcie i weszła do środka. Kiedy chciała z powrotem schować ją do kieszeni wypadła jej z rąk i przeturlała się w stronę Lily.
-Addie, czekaj, różdżka!- dziewczyna chwyciła przedmiot rzucając się w stronę kosza na śmieci, który moment wcześniej się zamknął. Otworzyła go ponownie, lecz nie ujrzała w nim przyjaciółki. Usłyszała jednak dźwięk rozsuwania się drzwi: 
-O, Lily skarbie. Już jesteś. Po co Ci kawałek tego drewna?- wzrok Amandy Markley przykuła różdżka- Ach, pewnie chciałaś go wyrzucić, no tak. Wrócimy z ojcem wieczorem,  z resztą tak jak zwykle. Dobranoc!- wycedziła i zniknęła z powrotem za drzwiami. Lily tylko przytaknęła zerkając na zegarek. Za piętnaście dziewiąta. Nie dość, że jej matka zdziwiła się jej rzekomo szybkim powrotem, to parsknęła jeszcze o tym, że wróci do domu wieczorem. Ale był już wieczór. Na szczęście dziewczyna przyzwyczaiła się do tego typu sytuacji. Nagle spostrzegła, że w ręku nadal ma różdżkę Addie. Nie wiedziała, jak ma jej ją oddać. Zdecydowanym ruchem otworzyła klapę od kosza. Nie wiedziała co robi, wiedziała tylko jaki e ma intencje:
-Aperi!- wykrzyknęła wykonując gwałtowny ruch różdżką. Nie miała pojęcia, czy się udało, czy jednak robi z siebie idiotkę. Weszła do kosza obiema nogami. Sprawiło jej to wielką trudność- nigdy wcześniej nie zanurzała stóp w śmieciach. Ale czego innego można spodziewać się po magii. Zawsze jest nieprzewidywalna. Tak jak w tym momencie. 

Lily poczuła wibracje, wszystko zaczęło wirować. Kosz ciągnął ją w dół. Czuła, jak spada. Czuła bezwład, nie mogła poruszyć ani nogami, ani rękami. Jednak była świadoma tego, że różdżka znajduje się nadal w jej prawej dłoni. Zacisnęła ją mocniej. W pewnej chwili opadła z lekkością na ziemię, czuła grunt pod nogami. Otworzyła oczy. Znajdowała się pod dobrze znanym jej dębem. Kątem oka zauważyła blond włosy. Pod drzewem siedziała skulona Addie, z przymkniętymi powiekami. 
-Addie…- powiedziała szeptem, gdyż nadal  nie mogła otrząsnąć się po podróży. Pierwszy raz podróżowała w taki sposób, dziwny sposób. Addie słysząc swoje imię oprzytomniała i wstała na równe nogi. Objęła wzrokiem przyjaciółkę, bacznie się jej przyglądając.
-Jak ty… Jak się tu znalazłaś?- rzuciła, przecierając oczy.
-Domyślam się, że tak samo jak ty. To chyba Twoje.- wyciągnęła w jej stronę prawą dłoń, w której znajdowała się brązowa różdżka. 
-Dzięki…- odpowiedziała zabierając przedmiot, lecz stała wciąż z otwartą buzią. Lily nie wiedziała o co jej chodzi. 
- To może powiesz mi teraz o co mu chodz…- brązowowłosa nie zdążyła dokończyć, kiedy wtrąciła się jej przyjaciółka.
-Lily, zrozum. Zrobiło się strasznie niebezpiecznie, dlatego najlepiej będzie, jeśli zachowamy między sobą odpowiedni dystans, to znaczy… wiesz o co mi chodzi. Uwierz. Naprawdę. Teraz lepiej wróć do domu, nie martw się o mnie, zajmij się swoim życiem, ja zajmę się swoim. Tak będzie bezpieczniej. Idź.- Addie popchnęła dziewczynę w stronę pnia. Po chwili Lily znalazła się z powrotem w swoim domu. W głowie słyszała tylko głos swojej przyjaciółki mówiący „Odpowiedni dystans” przeplatany wraz z jej imieniem.
"Pieprzony dystans, ha"- pomyślała. To co się dzisiaj zdarzyło obróciło jej życie o całe 180 stopni. Opadła na krzesło podpierając głowę dłońmi. Głośno się zaśmiała, a po kilku minutach zsunęła się na podłogę i zasnęła.

______________
Nie wiem czemu akurat w tym opowiadaniu rozdziały są krótkie, a wczoraj z nudów napisałam jakiś bezsensowny ff na cztery strony... Nie rozumiem. W każdym razie ten rozdział jest totalną klapą, nie potrafię opisywać takich sytuacji & w następnym będzie podobnie, bo nigdy się w podobnych nie znalazłam(i obym nie musiała), dlatego opisy wraz z dialogami mogą być tandetne. Jednak mimo wszystko życzę Wam miłej lektury, liczę na uwagi+ jeśli ktoś zauważy jakikolwiek błąd niech napisze w komentarzu(pieprzone HTML). No dobra, to chyba wszystko. Tak więc część i do następnego!

6 komentarzy:

  1. Jest mi głupio, że dopiero teraz komentuje ten rozdział :c Straciłam perspektywę czasu i już sama nie wiem od czego mam zacząć. 24h to stanowczo za mało.
    Jednak do rozdziału wracając, to był świetny! Nie mogłam się go doczekać, ponieważ ciekawiła mnie osoba, która porwała Lily, no ale mam pecha i dopiero teraz czytam.
    Muszę Cię ochrzanić... jaka klapa? Jak nie potrafisz takich rzeczy opisywać? MYLISZ SIĘ. Piszesz tak dobrze i wspaniale wszytko opisujesz, że czyta sie bardzo dobrze i płynnie. Musisz w siebie uwierzyć, rozumiesz? Uwierz, że to co robisz jest Twoim sukcesem.
    Nadal zastanawia mnie ta absurdalnie mała liczba czytających, ale pomogę Ci. Po reklamuję Cię na moich fp.
    Życzę weny i pewności siebie!
    Całusy ;*
    Wentz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, nie mam przecież za złe!
      Strasznie Ci dziękuję, za tak miłe słowa. Jednak nadal uważam, że nie potrafię opisywać takich rzeczy! Porównując to do innych, jestem w zasadzie na poziomie między 2-3. Tak przynajmniej myślę. No ale dostosuję się do Ciebie, i spróbuję uwierzyć! Szczerze w to wątpię, ale przynajmniej się postaram! :D
      Nie każdemu musi podobać się to, co piszę. Szczególnie, że większość woli ff z tymi już znanymi postaciami. To, że jest taka mała liczba, wcale mi nie przeszkadza! Tak naprawdę, to piszę dla samej siebie, po prostu to lubię, a jeśli po drodze natrafi się jakaś osoba, której się to spodoba, to mój osobisty sukces. Dlatego się tak bardzo tym nie przejmuję ;)) No ale w każdym razie bardzo Ci dziękuję, jeśli zareklamujesz. To miłe z Twojej strony! :))
      Dzięki i nawzajem, pozdrowionka ; >>

      Usuń
  2. Wreszcie mogłam wejść i przeczytać twój jak zwykle genialny rozdział !
    Mogę to pisać już setny raz, ale muszę jeszcze raz - delikatnie, świetnie się to czyta. Serio, zakochałam się w twoim opowiadaniu i mam nadzieję, że będziesz jak najdłużej ^^
    Jestem ciekawa co będzie z Lily i Addie ;)

    Pozdrawiam i życzę weny !!
    Również zaprasza do mnie na nowy rozdział - Mam nadzieję, że jeszcze masz ochotę na przeczytanie go ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za opinię, jednak sądzę, że nie jest idealnie ;)

      Mam ochotę i z chęcią wejdę- wielkie dzięki za poinformowanie :)!

      Usuń
  3. Hej, głupio się czuje bo nie ma zakładki "spam", a ja jeszcze nie przeczytałam twojego bloga (zepsuty komp, mało czasu- postaram sie nadrobić)
    A więc u mnie nowa notka ( może nie najciekawsza- swojego rodzaju wprowadzenie , ale mam nadzieję, że spodoba się choć trochę, bo niedługo zacznie się dziać)
    http://zielonooka-evans.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń