niedziela, 4 lutego 2018

Prolog

Nie wiem czy będę aktualizować bloga na bieżąco, ale zostawiam Wam link do wattpada :) https://www.wattpad.com/story/137445832-toujours-pur-pl
Fabuła, tytuł, bohaterowie... wszystko podległo lekkiej zmianie, jednak główny wątek historii pozostał taki sam. Zapraszam!








Księżyc był już wysoko na niebie, a nieskazitelną ciszę przerywało od czasu do czasu pohukiwanie zamieszkującej pobliskie drzewo sowy. Spokojne noce jak ta zdarzały się z każdym miesiącem coraz rzadziej. Czarny Pan, rosnący w siłę już nieprzerwanie od sześciu lat, postanowił postawić kolejny krok i zająć się światem mugoli. Tym razem swoje plany rozłożył w czasie, ponieważ- jak sądził- nic ani nikt nie mógł mu już w tym przeszkodzić, dlatego powolne przejmowanie władzy nad światem miało być dla niego długoterminową przyjemnością. W końcu nic nie przynosiło mu takiej satysfakcji jak widok rozlanej, nieczarodziejskiej krwi.

Nagle, nie wiadomo skąd, na skraju lasu pojawiły się trzy sylwetki- młody chłopak, którego jedna z dwóch towarzyszących mu kobiet trzymała mocno za rękę.Wszyscy mieli na sobie długie czarne szaty i zarzucone na głowy kaptury. Rozglądali się gorączkowo dookoła, próbując określić swoje położenie. W pewnym momencie kobieta, która miała wolne obie dłonie, wskazała jedną z nich południe. Cała trójka od razu rzuciła się w tym kierunku. Panującą dotychczas ciszę zakłócały łamane co chwilę gałęzie i szelest liści.


-To tutaj.- oznajmił zdyszany, damski głos. Kobieta wzięła głęboki oddech, po czym zdjęła z głowy kaptur. Miała lekko kręcone czarne włosy, lekko okalające ramiona.

-McGonagall powinna być lada chwila.- druga z nich zsunęła swój kaptur w dół, uwalniając się wcześniej z uścisku dłoni chłopaka. Ten zrobił to samo, patrząc na nią z przerażeniem.
Oboje mieli podobne rysy, byli podobnie bladzi, a na ich twarzach widoczne było podobne zmęczenie.
-Draco... pamiętaj o czym rozmawialiśmy. Wiem, że będzie ci ciężko, zdaję sobie z tego bardzo dobrze sprawę.- złapała go za ramiona- Ale mimo wszystko nie możesz nas szukać, wysyłać nam żadnych listów ani nikomu o nas wspominać. Wierzę, że dasz sobie radę. Jesteś bardzo dzielny.
Chłopak kręcił głową w geście zrozumienia, zaciskając zęby i ledwo powstrzymując się od płaczu.
-Wykonuj każde polecenie, wszystko będzie dla twojego własnego bezpieczeństwa. Zaufali nam. Tobie i mi, Draco. Nie możemy tego zmarnować. To ogromna szansa i najlepsze wyjście, jakie istnieje.

Za jego plecami bezszelestnie pojawiła się starsza kobieta, co od razu zauważyła stojąca obok brunetka:

-Pani profesor.- ukłoniła się nieśmiało.
-Panna Galey? Tego się nie spodziewałam. Cieszę się, że żyjesz, jakkolwiek źle to nie zabrzmi.- uśmiechnęła się delikatnie, po czym zwróciła w drugą stronę.- Narcyzo, muszę wyrazić aprobatę dla podjętych przez ciebie decyzji. Co prawda postawiły cię one w ogromnym niebezpieczeństwie, wykazałaś się jednak nieprawdopodobną odwagą, na którą stać niewielu w dzisiejszych czasach.- wzięła głęboki oddech, lustrując wzrokiem stojącego obok chłopaka- Dołożymy jak największych starań, aby Draconowi nie stała się żadna krzywda. Czeka nas lato pełne intensywnej pracy.-westchnęła- Niestety nie mamy zbyt wiele czasu na rozmowę, sama jesteś tego świadoma.
Narcyza przytaknęła, łapiąc syna za rękę i spoglądając mu głęboko w oczy:
-Obiecuję, że zobaczymy się szybciej niż będziesz się tego spodziewał.- przytuliła go mocno, po czym szepnęła mu do ucha- Kocham cię bardzo mocno.
-Ja ciebie też, matko.- wybełkotał łamiącym się głosem, chwilę później odsuwając się od niej.
-Draco. Jeszcze coś.- Narcyza skinęła głową w stronę towarzyszącej im brunetki. Ta spojrzała na niego pełnymi nadziei oczami.
-Postaram się.- powiedział, po czym cofnął krok do tyłu.

Brunetka podeszła do Narcyzy i złapała ją pod ramię. Obie z bólem spoglądały na Dracona, który stał utkwiony w uścisku byłej nauczycielki Hogwartu.

-Powodzenia, na pewno Wam się przyda.- powiedziała McGonagall, a Narcyza posłała w stronę syna delikatny, pokrzepiający uśmiech. Nie wiadomo jednak, czy zdążył go zauważyć, ponieważ zniknął w prawie że tym samym momencie. Dopiero wtedy jego matka pozwoliła ujść zbierającym się w niej przez cały czas emocjom i rozpłakała się rzewnie w ramionach swojej przyjaciółki, Annabell Narcissy Black.

sobota, 3 lutego 2018

4 lata później

Cześć. 
Ale dziwnie, nie uważacie?

W poprzednim poście napisałam małym druczkiem, że kiedyś to dokończę. Chyba nadszedł ten moment. Naszła mnie ogromna inspiracja- jest to prawdopodobnie spowodowane zbliżającą się maturą, haha. 
Do rzeczy. Przeczytałam to wszystko od deski do deski i muszę przyznać, że ta opowieść miała i nadal ma potencjał. Dlatego też postanowiłam odrobinę ją zmodyfikować i zabrać się za nią od nowa. Jak na początek idzie mi nieźle. Mam nadzieję, że znowu nie poddam się w połowie.
Założę się, że nikt nie pamięta ani mnie, ani Lily. I nie mam tego nikomu za złe. Szczerze to powątpiewam, że przeczyta to którykolwiek ze starych czytelników, ale mimo wszystko chcę przekazać tu tę informację.
Na dniach powinien ukazać się prolog. Prawdopodobnie przeniosę całą historię na wattpada, do którego konkretny link dołączę tu później. 

No cóż, sama nie wiem co mogę jeszcze dodać. Witajcie z powrotem, zapraszam wszystkich do wkroczenia razem ze mną w tą alternatywną rzeczywistość


Kiedyś Fruźka, teraz po prostu Paulina

TAK, ZABRAŁAM SIĘ NIEDAWNO ZA PONOWNE PRZECZYTANIE HP I OSTATNIO ŻYJĘ TYLKO DZIĘKI TEMU