Już kilka minut później przekroczyły próg domu, otrzepując się z resztek śniegu. Otwierając drzwi buchnęła na nie duża fala gorącego powietrza, która dała im ukojenie od temperatury panującej na zewnątrz. W środku wciąż można było wyczuć świąteczne zapachy, w większości były to pozostałości zapachu smakołyków ze stołu poprzedniego wieczora. Święta niestety są tylko raz w roku, więc dziewczyny chciał wykorzystać je do maksimum.
-O, już jesteście!- usłyszały ciepły głos, dochodzący z kuchni. Chwilę później pojawiła się przed nimi Maria, po kolei całując w policzki Addie i Lily.
-Tak, mamo. Byłyśmy na małych zakupach.- uśmiechnęła się czarownica, wieszając płaszcz na haku.
-I jak, kupiłyście coś ciekawego?- zapytała.
-Nic wielkiego, małe drobiazgi.- odpowiedziała Lily, pocierając dłonie. Addie w tym czasie zerknęła kątem oka do kuchni, chwilę później wydając z siebie jęk zachwytu:
-O, poczta już przyszła?!- pochwyciła jedną z paczek leżących na stole i rozrywając papier, w którą była zawinięta.
-Ciocia Daryll przysłała nam słodycze.- dopowiedziała, przerzucając w rękach czekoladowe żaby to fasolki.
-Zaraz będziesz miała szesnaście lat, a dla Ciebie i tak najważniejsze są słodycze. Och, dziecko, kiedy ty dorośniesz.- powiedziała żartobliwie Maria.
-Przesań mao- kończyła konsumować zwierzę z czekolady, przeglądając inne paczki.
Lily w międzyczasie zdjęła z siebie zimowe ubranie, otrzepała resztki śniegu z kasztanowych włosów i opadła bezwładnie na witrynę w drzwiach, przyglądając się zafascynowanej pocztą przyjaciółce. Przez chwilę pomyślała nawet, że rodzice się do niej odezwali- jednak po chwili przypomniała sobie, że nawet nie znają adresu Addie, nie wiedzą nawet, że mieszka poza Londynem. W końcu te najważniejsze rzeczy muszą pozostać tajemnicą, nawet jeśli nieujawnienie ich groziłoby jakąś większą katastrofą. Ten na pozór mały sekrecik jest tego przykładem.
-O, Lily… jest coś dla Ciebie.- Addie przełknęła ostatni kawałek jagodowej babeczki, po czym odwróciła się w stronę szesnastolatki przerzucając w dłoniach małą, zapakowaną w brązowy papier paczuszkę. W tym momencie Lily poczuła w sobie jakieś dziwne uczucie, podobne do nadziei, która jednak rzadko była przez nią odczuwalna. Chociaż miała za złe ojcu i matce tą kłótnie, która ich rozdzieliła, to jednak chciałaby usłyszeć od nich słowo przepraszam. Chciała, aby wykazali chociaż gram zainteresowania tym gdzie jest i jak się czuje. Chciała, żeby rodzice zabrali ją do swojego domu, tak jak przed laty.
-No trzymaj!- powiedziała zirytowana. Lily ocknęła się i powróciła do rzeczywistości, chwytając prawą ręką paczkę. Obejrzała ją dookoła, jedynie z wierzchu było napisanie niestarannie jej imię i nazwisko. Danych nadawcy nie mogła zlokalizować, więc bez zastanowienia złapała za odstający kawałek papieru i pociągnęła go. Już chwilę później jej oczom ukazała się mała, podłużna szkatułka zamknięta na kluczyk. Dokładnie się jej przyjrzała, przejeżdżając po wygrawerowanych na złoto liniach, tworzących futurystyczne wzorki. Były identyczne jak te, na szkatułce, którą znalazła pod świątecznym drzewkiem. Dopiero po chwili zauważyła wystający z zamka rulonik papieru. Delikatnie go wyciągnęła. Automatycznie się rozwinął. Cały był w plamach po atramencie, jednak na jednej ze stron wypisane było kilka słów.
-No, i co tam jest napisane?- rzuciła Addie.
-Czekaj złośnico, jeszcze nie przeczytałam.- wyostrzyła wzrok, próbując odczytać rozmazane litery.
‘Witaj Lily!
Cieszę się na wieść o tym, że nie długo się zobaczymy. To, co jest w środku, powinno przydać Ci się w najbliższym czasie. Uważaj na siebie, to będą ciężkie tygodnie.
A.N.B.
PS: Szczerość to klucz do prawdy. Szczerość ukryta jest w oczach.’
-I co?- zapytała pospiesznie Addie, widząc minę przyjaciółki.
-Nie wiem co… co o tym myśleć. Chyba ktoś naprawdę robi sobie żarty.- Lily przeczytała liścik jeszcze kilka razy, po czym spojrzała zdezorientowana na przyjaciółkę, to na jej matkę.
-Pokaż to, Lily.- odparła Maria, chwytając trzymany przez nią skrawek papieru. Po zapoznaniu się z treścią w jej oczach wyraźnie coś zaiskrzyło, jednak żadna z dziewczyn tego nie zauważyła. Dopiero po chwili potrząsnęła głową:
-Masz rację, dziewczyno. Jakiś żartowniś rzeczywiście nie ma nic do roboty w te święta. Daj, lepiej to schowam.- Maria zabrała szkatułkę, chwilę później znikając w salonie.
-O co chodzi?- zapytała zdezorientowana Addie.
-O to, o czym mówiła Twoja mama.- odpowiedziała- Z resztą, nie przejmujmy się tym.- uśmiechnęła się delikatnie.
-Ałe dopłe czekołatki.- wyraźnie wzięła sobie do serca słowa przyjaciółki i zaczęła pochłaniać już trzecią z kolei paczkę słodyczy.
-Co będziemy dzisiaj robić?- zapytała Lily, sięgając po jedną z czekoladek w pudełku.
-Możemy pójść do mojej znajomej, Leslie. Pewnie ją pamiętasz?- oblizała palce z roztopionej czekolady.
-Tak…kojarzę.- odparła.
-Oj, dziewczynki. Dzisiaj nigdzie nie pójdziecie!- wtrąciła się Maria- Wieczorem przychodzi do nas wyjątkowy gość, pomieszka z nami troszkę. Tylko postarajcie się być miłe, być może Wam się to nie spodoba.- dodała.
-Kto to taki, mamo?
-Oj, zobaczycie wieczorem.- odpowiedziała, po czym po raz kolejny zniknęła za drzwiami prowadzącymi do salonu.
Dziewczyny postały jeszcze chwilę przy kuchennym stole konsumując czekoladki. Lekka, mleczna czekolada rozpływając się w ustach, a do tego magiczne nadzienie. Wystarczyło pomyśleć o jakimś, kiedy ten pojawiał się w środku czekoladowej przyjemności. Czyż magia nie jest cudowna?!
-Może pójdziemy na górę? Czuję się trochę nieswojo, zesztywniałam troszkę.- głos Lily rozbrzmiał w wielkiej ciszy, którą przerywało jedynie mlaskanie.
-Masz rację. Idź, ja jeszcze skoczę do łazienki.- zamknęła pudełko i podała je przyjaciółce. Ta tylko przytaknęła po czym obróciła się na pięcie i pokonała schody w mgnieniu oka. Z lekką niepewnością otworzyła drzwi od pokoju Addie, zajrzała jednym okiem do środka i rozejrzała się. Chociaż mieszkała tu od kilku dni, nie wiedziała, czego może się spodziewać po magicznym domu. W końcu nie zna jeszcze wszystkich jego tajemnic.
Nieco bardziej rozluźniona rzuciła pudełko na łóżko i skierowała się w stronę okna, przejeżdżając palcem po meblach. Kilka razy usłyszała ciche pyknięcie, lub bądź co bądź trzask, co było spowodowane magią pochowaną w szufladach. Sekundę później dziewczyna podpierała się już dłońmi o parapet, rozglądając się po ośnieżonej dolinie. Już po raz tysięczny zachwycała się krajobrazem, który jak już po raz tysięczny powtarzała sobie w myślach- nie był zwyczajny. Codziennie można było spodziewać się czegoś innego, tym razem jej oczom ukazały się dzieciaki w wieku około dziesięciu lat, które beztrosko obrzucały się śniegiem trzymając w dłoniach patyki. Już niedługo i ich miejsce zajęłyby różdżki- myśl jakże piękna, ale też jak przygnębiająca. To wszystko czego Lily tak naprawdę pragnęła znajdowało się w tym jedynym na świecie miejscu- Dolinie. I choćby zrobiła niewiadomo co, i tak nie mogłaby żyć tak jak tutejsi ludzie. To wszystko przez to, że była mugolem. Ten jeden fakt przeszkodziłby jej w takim życiu. Jednak głęboko w sercu wciąż miała nadzieję, że za kilka lat jeden z domów przy alei stanie się jej miejscem zamieszkania. Nagle za oknem pojawiła się czarna sowa. Dziewczyna chwilowo opuściła głowę, kiedy to jej wzrok przykuła zapieczętowana koperta. Otworzyła delikatnie okno, wzięła go ją od niej. Zamarła. Nie byłoby w niej nic dziwnego, gdyby nie inicjały znajdujące się na widocznej stronie. ‘A.N.B’ Momentalnie oprzytomniała, poukładała sobie myśli w głowie i dopiero wtedy spostrzegła, że są identyczne jak te na liściku dołączonym do tajemniczej paczki. Potrząsnęła głową, chwyciła kopertę i bez namysłu spróbowała ją otworzyć. Niestety było to niewykonalne. Jej oczom ukazał się wielki napis ‘PRIVATE’, który pojawił się znikąd. Zaintrygowana odłożyła kopertę na parapet. Postała tak jeszcze chwilkę, nagle się zrywając.
-Poczekaj tu… sówko?- rzuciła, odwracając się i przeszukując szuflady w poszukiwaniu kartki i jakiegokolwiek przyrządu do pisania. Znalazła zieloną kredkę. Zrezygnowana chwyciła ją i prostując wyciągnięty wcześnie papier wybazgrała kilka słów. Złożyła go na pół, napisała dane adresata i szybkimi ruchami przywiązała go sówce. Wyszeptała jej adres, gdy ta zerwała się i odleciała. Lily podeszła do łóżka i rzuciła się na nie. Coś uwierało ją w głowę. Postanowiła sprawdzić, wsadzając rękę pod poduszkę. Wyciągnęła spod niej mały notatnik, podpisany imieniem i nazwiskiem Addie. Dziewczyna nie zważając na prywatność otworzyła go bez zastanowienia, przeglądając go uważnie. Na każdej stronie zapisane były daty spotkań, sprawdzianów i innych błahostek. Jednak coś przykuło jej uwagę. Imię ‘Matthew’ otoczone serduszkiem i data 26 grudnia, godzina 19. Czyżby Gardini coś przed nią ukrywała? Miała chłopaka? Ta sama Adelaide, która nie potrafi opanować się przy jedzeniu, beka, mówi z pełnymi ustami, nie ma za grosz wstydu? Te myśli znacznie poprawiły humor szesnastolatce, która z rozbawioną miną schowała notatnik pod poduszkę.
Dosłownie sekundę później do pokoju weszła zdyszana Adelaide:
-Prz..przepraszam, że tak długo- wzięła głęboki wdech- ale mama kazała mi coś jeszcze zrobić.- dokończyła, wypuszczając powietrze.
-Nic nie szkodzi.- odpowiedziała jak gdyby nigdy nic Lily.
-To jakie plany na najbliższe dwie godziny?- zapytała czarownica.
-Wiesz… może coś porobić. Razem. Nie wiem. Pograć, potańczyć, poskakać… a najlepiej posiedzieć i porozmawiać.- odparła.
-Mam się bać? Coś się stało?- Addie złożyła ramiona.
-Nie, tylko... chodź tu, muszę powiedzieć Ci coś na ucho.- odpowiedziała. Gardini nachyliła się, kiedy to z jej ust wydostał się głośny jęk, a o ściany pokoju odbił się szyderczy śmiech Lily. Po chwili obie dziewczyny znalazły się na podłodze rwąc sobie nawzajem włosy. W pozytywnym tego zwrocie znaczeniu.
Dziesięć minut przed osiemnastą wszystkie trzy kobietki znalazły się w salonie, nakrywając do kolacji. Dziewczyny były szczególnie spięte, wciąż będąc w nieświadomości. Kiedy w końcu wybiła pełna godzina, a Nicholasa wciąż nie było, żeńska część domu postanowiła rozpocząć posiłek. Ta zdecydowanie młodsza część spędziła ten czas w całkowitej ciszy, wymieniając między sobą rozbrajające spojrzenia, a Marie rozmawiała z Gildą na niezbyt ciekawe tematy. Może rzec, że kobiety urządziły sobie domową stypę.
Kiedy wpół do dziewiętnastej zamek w drzwiach szarpnął, wszyscy oprzytomnieli i skierowali swój wzrok w stronę przedpokoju.
-Już jesteśmy!- niski głos Nicholasa rozbrzmiał w napełnionym ciszą domu. Już po chwili sam mężczyzna znalazł się pośrodku pomieszczenia, rozradowany tak, jakby zaraz miał urodzić się mu syn.
-Tak więc poznajcie…- wtedy to tajemniczy gość dołączył do głowy rodziny. Nieco wyższy, szczuplejszy i mniej uśmiechnięty chłopak jeszcze bardziej oziębił atmosferę panującą w domu. Po chwili spostrzegł, że na głowie ma wciąż czapkę, dlatego szybkim ruchem zdjął ją z głowy. Lily zakrztusiła się sałatką, a Addie upuściła szklankę z sokiem dyniowym na śnieżnobiały dywan. To był początek końca.
_____
Witam Was po baaaaaaaardzo długiej przerwie :) Rozdział w końcu dodaję- chociaż jestem teraz na wycieczce szkolnej, a piszę to o godzine 23. Dlatego za wszelakie błędy przepraszam, proszę- poprawiajcie mnie w komentarzach, jak wrócę, to zmienię. Rozdział nieco krótki, jak na taki okres czasu. Nie jest też idealny, moim zdaniem napisany trochę na siłę. Fakty mogą się mieszać, bo pisała. ten rozdział na przełomie ponad dwóch miesięcy. W każdym razie zapraszam Was do czytania, komentujcie, oceniajcie, i zgadujcie kto będzie tajemniczym gościem! :))
PS: JEŚLI SĄ U WAS JAKIEŚ NOWE ROZDZIAŁY, TO PISZCIE, BO MAM COŚ Z PRZEGLĄDARKA I MI NIE WYŚWIETLA ANI TU ANI TU. A CHCĘ POKOMENTOWAĆ, HEHE.
PS: JEŚLI SĄ U WAS JAKIEŚ NOWE ROZDZIAŁY, TO PISZCIE, BO MAM COŚ Z PRZEGLĄDARKA I MI NIE WYŚWIETLA ANI TU ANI TU. A CHCĘ POKOMENTOWAĆ, HEHE.