niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział VI cz.1

tajemnica przyciąga tajemnicę....   
   Adelaide pospiesznie zaciągnęła przyjaciółkę do kuchni, gdzie krzątała się pani domu: 
-Witajcie dzi….- Marie Gardini nie zdążyła nawet się z nimi przywitać, gdyż Addie już przy wejściu rzuciła w jej stronę niepewny uśmiech:
-Mamo, chyba już pora. Ona… widziała dementora, nie możemy dłużej…- Marie spoglądała na dziewczyny z zainteresowaniem, wyraźnie się podekscytowała, lecz na jej twarzy można było zauważyć niepokój- po prostu jej powiedz, na pewno zrozumie- Addie opadła na krzesło ze zrezygnowaniem, kiedy to na zewnątrz rozległ się przeraźliwy, piskliwy krzyk. Wszyscy, oprócz pana Gardini, wybiegli pospiesznie z mieszkania rozglądając się wokół. Marie Gardini spojrzała w stronę alejki ze sklepami, kiedy tą będący na niej ludzie rzucili się do ucieczki. Zdezorientowana zaczęła biec w przeciwnym kierunku, nagle zza jednego z budynków wyłoniło się kilka, a później kilkanaście zamaskowanych czarodziei. Wszystko co mijali zamieniało się w wielkie ognisko, chmary dymu unosiły się w powietrzu rozprzestrzeniając niemiły, kręcący w nosach zapach:
-To śmierciożercy, spadamy- Addie choć tak naprawdę się bała, starała się tego nie okazywać. Zachowując zimną krew złapała przyjaciółkę za dłoń i pociągnęła w kierunku polany, z jedynym, dobrze znanym dla Lily dębem. W międzyczasie Gardini wyciągnęła z kieszeni fiolkę, którą miesiąc wcześniej- można powiedzieć wykradła, ze szkolnego zbioru eliksirów:
-Lily, wyrwij mi jeden, mały włos.- dysząc rzuciła w stronę towarzyszki.
-Włos, zwariowałaś? W jakim celu?- spojrzała na nią z zdezorientowaniem. 
-Zrób co każe.- odpowiedziała poważnym tonem. Lily posłuchała koleżanki i szybkim, zdecydowanym ruchem pozbyła ją jednego z krótszych włosów, przy czym Addie cicho jęknęła.

W tym momencie przystanęły pod opustoszałymi gałęziami starego dębu. Kolorowe, choć już zgniłe liście szeleściły pod ich nogami, zagłuszając krzyki dobiegające z oddali. Addie spojrzała badawczo w stronę swojego domu, do którego zbliżało się kilku śmierciożerców:
-To eliksir wielosokowy, wypij go, będziesz przez jakiś czas wyglądać jak ja. Idź do McGonnagall i powiedz jej o śmierciożercach, ona będzie wiedziała co zrobić- panna Gardini wrzuciła do otwartej fiolki wyrwany wcześniej włos i zatrzęsła nią. Podała ją towarzyszce, która spojrzała na niego z niechęcią:
-Naprawdę nie wiem czy to dobry pomysł, nie lepiej, żebyś sama do niej poszła?- Lily zapytała z dużym przejęciem. Bała się, że coś pójdzie nie tak, wskutek czego ktoś zostanie poszkodowany. Bała się o przyjaciółkę, bała się, że coś jej się stanie. Jej głowa była pełna wątpliwości, pierwszy a zarazem nie ostatni raz znalazła się w takiej sytuacji. 
-Nie marudź, pij szybciej.- ponagliła ją Addie. Lily posłała jej ironiczny uśmiech, po chwili przyłożyła fiolkę do ust i z wielkim trudem  wypiła jej zawartość. Skręciło ją w żołądku, miała odruch wymiotny- sam zapach ją odrażał, a kiedy poczuła  smak wywaru poczuła się jeszcze gorzej. 

Nagle zmniejszyła się do wzrostu swojej przyjaciółki, jej ciało zaczęło zmieniać kształt. Włosy zmieniły kolor na ciemny blond, tęczówki stały się niebiesko-zielone, a z nosa zniknęło kilkanaście brązowiutkich piegów. Addie wyciągnęła różdżkę, przytuliła przyjaciółkę, która akurat w tej chwili wyglądała tak samo jak ona, po czym obróciła się na pięcie i pobiegła w stronę domu, w którym przebywał jej nieświadomy niczego ojciec:
-Proszę, zrób to najszybciej jak możesz!- wykrzyczała drżącym głosem. Lily nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało, wyglądała identycznie jak Addie. 

Stojąc tak jeszcze przez kilka sekund w końcu obróciła się i przeszła przez drzewo. Znalazła się w zapuszczonej uliczce, za pośrednictwem której zazwyczaj dostawała się do doliny. Bez chwili namysłu ruszyła przed siebie, dokładniej w stronę szkoły. Przypomniała sobie nagle, że żeby dostać się do profesor McGonagall musi wejść do kotłowni, co równa się z posiadaniem różdżki i rzuceniem zaklęcia. Jednak postanowiła nie tracić na to czasu i zaczęła biec ile sił w nogach. Po kilku minutach była już przy wejściu do budynku. Przed chwilą wybiła godzina siedemnasta, więc na korytarzach nikogo już nie było. Oczywiście było to na plus, szczególnie dla szesnastolatki. 

Moment później znajdowała się pod drzwiami do kotłowni, stukając w nie i wypowiadając różne dziwne słowa nie doprowadziła do niczego. Zrezygnowana zaczęła się modlić, aby ktoś wyszedł z podziemi w ciągu najbliższych kilku minut. Jej prośba najwyraźniej została wysłuchana, gdyż po kilkunastu sekundach klamka się przekręciła a zza drzwi wyłoniła się damska sylwetka:
-O, cześć Addie. Czemu nie było Cię dziś na spotkaniu? McGonnagall się o Ciebie pytała, nie wyglądała na zadowoloną.- z ust rudowłosej dziewczyny wydobył się lekko piskliwy głos. Rzuciła uśmiechem w stronę Lily, która próbowała nie dać po sobie niczego poznać:
-T-tak? T-to ja może lepiej już do niej pójdę, cześć!- rzuciła wchodząc pospiesznie do środka. Na szczęście nie była to kotłownia, a kamienny korytarz. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Ku jej zdziwieniu drzwi od komnaty zmniejszały się z każdą sekundą, dlatego ta zaczęła biec w ich stronę chcąc się przez nie przedostać:
-Całe szczęście.- powiedziała do siebie szeptem, rozglądając się wokół. Nie była już na korytarzu, znajdowała się w dobrze znanym jej miejscu. 

Już przy wejściu czuła na sobie czyjś wzrok, pomyślała, że to znowu mężczyzna z obrazu ją dręczy, ale po chwili przypomniała sobie, że przecież nie jest sobą. Dziewczyna ruszyła do przodu i za chwilę była już na pierwszym piętrze. Biegła korytarzem kierując się głosami dochodzącymi z jego końca. Kilka sekund później ujrzała przed sobą kobietę w podeszłym wieku z włosami upiętymi na górze głowy i czarną, już starą szatą. Obok niej stał wysoki brunet, który niczym nie przypominał żadnego z uczniów:
-O, panna Gardini, dlaczego nie było dziś pani na zajęciach? Ręczę za siebie, że kilkanaście minut przed ich rozpoczęciem widziałam panią w Condumusie, nie mylę się?- powiedziała chłodnym tonem widząc swoją uczennicę.
-P-pani profesor, pani profesor McGonaggall.- wyjąkała.
-Tak, panno Gardini? Co ma pani na swoje usprawiedliwienie? – objęła ją poważnym wzrokiem.
-Pani profesor, to nie jest teraz istotne. Śmierciożercy w dolinie, tak, właśnie. Śmierciożercy napadli na dolinę pani profesor, Addie prosiła mnie, żebym pa…- Lily załamała się w środku z powodu swojej głupoty, po chwili dokańczając- znaczy mama, mama prosiła, żebym panią powiadomiła. To ważne, tak, bardzo ważne- odetchnęła- to ja już pójdę, mogą potrzebować mojej pomocy, tak, potrzebować pomocy. Dowidzenia. – rzuciła i obróciła się na pięcie, po chwili znikając na schodach. McGonaggall patrzyła na nią z niedowierzeniem, ale wzięła jej informację do serca, gdyż sekundę później nie było po niej ani śladu. Burnet udał się w przeciwnym kierunku, jakby ulatniając się w powietrze. 

Lily kierowała się w stronę drzwi wyjściowych, kiedy poczuła czyjeś ręce na talii, a w nosie intensywny zapach męskich perfum.



______

Jeśli jest coś źle z estetyką, układem, ortografią czy czymkolwiek innym- piszcie. Muszę się bawić HTML zanim dodam rozdział, więc mogłam przez przypadek coś usunąć bądź przeoczyć. Zapraszam do czytania ;)

7 komentarzy:

  1. Ja nic nie widziałam, wszystko jak należy ;)
    Tylko czemu taki krótki ?!?!?! A i kiedy następny ?? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za jakiś czas powinien się pojawić, już napisany, ale tyle za przeproszeniem pieprzenia jest z HTML, że jak przysiądę to z dobre półgodziny zejdzie zanim wstawię :>. Krótki bo są dwie części :P Następne chyba będą dłuższe, tak mi się przynajmniej wydaje patrząc w wordzie ;>
      Dzięki za komentarz, pozdrawiam ;]

      Usuń
  2. Super ; )
    Zaczęłam dziś czytać twojego bloga i mi się spodobał :D Kiedy NN? :D
    Mój blog : http://patty-marley-hogwart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za jakiś czas, wyżej opisałam dokładniej ;>
      Dzięki&pozdrawiam ;]]

      Usuń
  3. Żadnych wyraźnych błędów nie widziałam, może z jedną literówkę, ale tak to, Twoja budowa zdań jest bez zarzutu. Naprawdę miło się czyta. c:
    Co do rozdziału... dzieje się c:
    Jestem ciekawa dalszego obrotu wydarzeń.
    Życzę weny i czekam NN!
    Wentz
    ___________
    PS. Na Twoim miejscu wyłączyłabym kod na komentarze. O wiele lepiej pisze się kom bez niego, a tak to zajmuje to więcej czasu xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nawet nie wiedziałam, że jest :D Zaraz się tym zajmę, akurat mam chwilę czasu.
      Dzięki i pozdrawiam ;))

      Usuń
  4. Fajnie tu masz :P Zapraszam do mnie i liczę na komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń