wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział V

   podobno nic dwa razy się nie zdarza...
    Dzień jak co dzień, tak przynajmniej wydawało się z samego rana. Lily wykonała wszystkie czynności, które stały się już w jakiś sposób rutyną. Zajęcia w szkole nie zapowiadały się ciekawie, wręcz przeciwnie- dziewczyna liczyła na kolejną godzinę spędzoną na próbowaniu powstrzymaniu się przed zaśnięciem. Materiał opanowała wcześniej, co było ogromną pomyłką. Taką samą, jak wcześniejsze dopuszczenia o kolejnym, monotonnie przeżytym dniu. 

 Już od samego rana działy się dziwne rzeczy. Lily czuła wciąż niepokój, jakby ktoś miał ją za chwilę zaskoczyć od tyłu i zaatakować. Oglądała się wokół z podenerwowaniem. Wiedziała, że coś się święci, ale nie wiedziała co dokładnie. W drodze do szkoły miała wrażenie, jakby ktoś ją obserwował, być może śledził. Dziewczyna próbowała sobie wmówić, że jest przewrażliwiona na tym punkcie. Ale czemu akurat w dniu dzisiejszym pojawiły się takie przypuszczenia? 

 Zajęcia minęły w miarę spokojnie, nie licząc ciągłego niepokoju towarzyszącego Lily. Co jakiś czas przeszywały ją dreszcze. Zdarzało się to tak często, że zdołała się do tego przyzwyczaić i przestała zwracać na to uwagę. Jak co dzień odprowadzała przyjaciółkę do podziemi. Tym razem jednak Addie zmieniła plany, które jeszcze bardziej zaniepokoiły Lily: 
-Choć, dzisiaj odprowadzisz mnie do środka. Zaczynamy później niż zwykle, więc nikt Cię raczej nie zobaczy. Chyba nie masz nic przeciwko, hm?- rzuciła radosna Adelaide, pomrukując cicho swoją ulubioną piosenkę. 
-Nie wiem czy to dobry pomysł- odpowiedziała ze zrezygnowaniem Lily. 
-Oj przestań, tak jak mówiłam, nikt nie powinien nas zobaczyć, chodź!- Addie wzięła przyjaciółkę pod ramię i pociągnęła stanowczym ruchem. 
-Mimo wszystko, myślę, że nie powinnyśmy- Lily nie zdążyła dokończyć, kiedy znajdowała się już przed kotłownią. Różdżka była już w powietrzu, Addie popchnęła lekko drzwi i weszła do środka z towarzyszką pod ręką. Po kilku sekundach przed dziewczynami wyrosły wielkie, dębowe drzwi, które po wejściu Addie zostawiła uchylone- tak, aby jej przyjaciółka mogła bezpiecznie wydostać się na zewnątrz. 

Lily ze skrzywionym uśmiechem wchodziła w głąb pomieszczenia, rozglądając się wokół. Kamienne schody, poruszające się obrazy- to wszystko towarzyszyło jej od tak dawna, a było zupełnie obce. Dziewczyna czuła na sobie wzrok jednego z mężczyzn na obrazie- jedynego, którego zapamiętała. Frankie przyglądał się jej badawczo, nie odrywając od niej oczu. Lily postanowiła go ignorować i iść za przyjaciółką. Ta natomiast weszła na jedne ze schodów łapiąc się obręczy. Dała znak towarzyszce, aby zrobiła to samo. Posłuchała się jej, i zgodnie ze wskazówką ułożyła dłoń na podpórce. Nagle schody ruszyły się zmieniając kierunek, a dziewczyny szły po stopniach w górę. Znalazły się na jednym z dłuższych korytarzy. Podążały nim, do czasu aż Addie nie zatrzymała się pod drzwiami z napisem Condumus Cella, co z łacińskiego oznaczało nic innego jak po prostu Przytulny Pokój. Przyjaciółki weszły do środka, Lily rozglądała się uważnie nie pomijając żadnego szczegółu. Dwie brązowe kanapy, kominek, zegar z kukułką, stolik ze słodyczami, kilka obrazów- to wszystko wprawiało w miły nastrój. Addie machnęła różdżką w stronę kominka, wskutek czego ogień zapalił się a w pokoju od razu zrobiło się jeszcze milej. Obie przysiadły na kanapie, kiedy to zaczęła grać cicha muzyka. Lily rozsiadła się wygodnie, zapominając o całym napięciu, jakie towarzyszyło jej minionego dnia: 
-No widzisz, a nie chciałaś ze mną iść! - zaśmiała się Adelaide. 
-Przekonałam się, że serdecznie bym tego żałowała.- Lily ciepło się uśmiechnęła ponownie rozglądając się po pomieszczeniu. Jej uwagę przykuł jeden z obrazów, który skupił swoją uwagę właśnie na niej. Po dłuższej chwili zorientowała się, że to ten sam mężczyzna, co w sali głównej. Dziewczyna zbystrzała, lekko się denerwując 
-Co on tutaj robi? Podsłuchuje nas!- rzuciła z niesmakiem spoglądając na przyjaciółkę palcem wskazując na obraz. 
-Och, Frankie, wynoś się z powrotem na dół. Nieładnie tak podglądać, ach!- syknęła Addie rzucając iskrą z różdżki w stronę ramy z magicznym płótnem. Po sekundzie lub dwóch wąsaty się ulotnił. 

Niestety dziewczyny nie mogły długo pogadać, gdyż zza drzwi dało się usłyszeć donośny stukot obcasów: 
-To pewnie McGonnagall, chowaj się, szybko!- Addie klepnęła przyjaciółkę w ramię, ta natomiast wskoczyła zza kanapę. Nagle w futrynie pojawiła się kobieta w podeszłym wieku, odziana w długą, czarną szatę z włosami spiętymi w kok. Rozejrzała się po pomieszczeniu, witając się z Adelaide. O dziwo nie zapytała się, co tutaj robi, tylko bez słowa opuściła pokój. Lily wyjrzała zza sofy, bacznie przyglądając się przyjaciółce: 
-No, chyba musisz się zbierać. Zaraz wszyscy zaczną się schodzić. No, wyskakuj!- zaczęła poganiać Lily, jakby chcąc się jej pozbyć. Tak jak zawsze złapała ją pod rękę i wyprowadziła z pokoju. Wychodząc oglądała się, czy nikt ich nie widzi. 

 Dziewczyny zeszły na dół, na szczęście drzwi były nadal uchylone, ale już nie tak szeroko jak przedtem. Lily uścisnęła przyjaciółkę i złapała za klamkę. Przestraszyła się, gdyż ta była zimna jak lód i pokryta szronem. Odchyliła drzwi o dwa cale więcej, kiedy nagle wszystko co dobre z niej wyzionęło. Przed nią stał, w zasadzie był dementor- nie można określić jego sposobu poruszania się. Już po kilku sekundach zaczął wysysać dziewczynie duszę. Addie nie wiedziała co robić. Nagle na schodach łączących parter z lochami pojawiła się męska sylwetka. Był to chłopak dobrze znany już obu dziewczynom. Wyciągnął różdżkę i wypowiadając zaklęcie uwolnił Lily „z sideł” dementora: 
-Expecto Patronum- wykrzyczał, kiedy to strumień srebrnego światła odbił czarną, mglistą postać, a dziewczynę odrzucił na bok. Draco Malfoy, tak nazywał się chłopak, sekundę później zniknął ponownie w lochach. Adelaide osłupiała. Nie mogła uwierzyć w to, co stało się chwilę wcześniej. Ten Malfoy, ten Draco Malfoy? Niestety nie stała tak długo. Podbiegła do przyjaciółki klepiąc ją w policzek: 
-To był dementor, tak?- zapytała niepewnie Lily cichym i zachrypniętym głosem. Addie przyglądała się jej z niedowierzeniem. 
-Ale jak to? Widziałaś go?- odpowiedziała pytaniem nie mogąc wyjść z szoku. Z każdą sekundą miniona sytuacja stawała się coraz to dziwniejsza i podejrzana.
 -Widziałam, tak samo miesiąc temu. Z resztą nieważne.- powiedziała, lekko się mieszając, a po chwili wstając na równe nogi. 
 -Co?! Tak samo? Miesiąc temu? Jezu, dziewczyno, dlaczego mi nic nie powiedziałaś. Chodź!- Addie pociągnęła przyjaciółkę za rękę. Stanęły przed ścianą za jednym z mosiężnych posągów. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, po czym przeszła przez ceglany mur wraz z Lily. Znalazły się w salonie rodziny Gardini.

____
Ostatni z tych krótkich, mogą być błędy- bawiłam się z HTML i usuwałam białe tło. Swoją drogą jak podoba Wam się szablon? Miałam wybrać inny, ale zdecydowałam się na ten, bo tamten miało już dużo osób na swoich. Ten moim zdaniem opisuje większość fabuły jaka będzie tu miała miejsce, więc możecie się już domyśleć co będzie głównym tematem :)


4 komentarze:

  1. SWIETNIEEEEEEEEEEEE! KOCHAM TO! PISZ! PISZ JUZZZZZ!
    W wolnej chwili zapraszam do czytania i komentowania no i polecania http://onedirectionsweetstory.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ! :)

    Pozdrawiam i życzę weny ;*

    http://destroyerofevil-elitamagow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Draco bohater, haha. Musiał być w pobliżu, albo po prostu je obserwował skoro w tak szybkim czasie zdołał pozbyć się dementora. I właśnie! Wyczarował patronusa? Kto by pomyślał... c:
    Fajny rozdział, ciekawe co bd dalej...
    Wentz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przez te kilka lat wiele się wydarzyło, wszystko będzie wyjaśniać się w dalszych rozdziałach ;) Bo to, że Draco znajduję się przy dziewczynach w takich momentach jak te to nie przypadek :P

      Usuń