sobota, 13 lipca 2013

Rozdział IX

   Pochłonięta przyjemnością, jaką dawała jej ciepła pierzyna, nie miała zamiaru się zbudzić.  Chociaż zegar wskazywał na dziesiątą, Lily chrapała śpiąc jak suseł. W końcu we śnie człowiek jest nieograniczony, może poczuć się beztrosko. Nie musi przejmować się problemami ani innymi głupstwami, które zaprzątają mu głowę w ciągu dnia. Stwarza się własne scenariusze, prowadzi inne, odmienne życie. Oczywiście nie trwa to wiecznie, bo w końcu nic nie może być idealnie. Dlatego pobudka o wczesnym poranku strasznie nas przygnębia, bo oznacza ona kolejny, monotonny dzień…

-Hallo, wstawaj śpiochu!- Addie, z większą niż dotychczas okazywała siłą ,uderzyła przyjaciółkę jaśkiem. Lily klnąc pod nosem podniosła się przyjmując pozycję siedzącą i przetarła oczy dłońmi. Ziewnęła drapiąc się po nosie, zerknęła na zegarek wiszący na ścianie, po czym ponownie opadła na poduszki. 
-Nie ma wylegiwania się! Na dole czekają prezenty, zapomniałaś?- czarownica była wyraźnie w dobrym humorze. Potrząsnęła przyjaciółką, siadając na skrawku zajmowanego przez nią łóżka.
-Prezenty, oszalałaś?- Lily przyłożyła dłoń do czoła i po raz kolejny się podniosła- Cholera, nic dla Ciebie nie mam. Przepraszam.- westchnęła i kręcąc głową klepnęła towarzyszkę w plecy.
-Oj przestań. Ważne, że jesteś.- uśmiechnęła się szeroko susząc zęby, po czym uderzyła Lily bokiem. Ta odwzajemniła gest i teatralnie wywracając oczami wstała z łóżka. Przeciągnęła się, po chwili zanurzając stopy w puchowych kapciach podstawionych przez Addie. Spojrzała za okno. Na zewnątrz kręciło się pełno ludzi, panował chaos i gwar. Nie przejmując się ruszyła do przodu i raz-dwa zrzuciła piżamę, odświeżając się w łazience i zakładając czyste ubranie. Wychodząc z łazienki zahaczyła dłonią o witrynę, kalecząc sobie jej wewnętrzną stronę. Rana kilka sekund później jak gdyby nigdy nic zniknęła i nie pozostał po niej żaden ślad. Lily zauważyła schodzącą po schodach Addie, która gestem kazała iść jej za nią. Szesnastolatka wypełniła rozkaz i zbiegła po stopniach czując co raz to większe podniecenie. 

 Państwa Gardini nie było w domu. Nie zwróciła na to większej uwagi i udała się za przyjaciółką do salonu. Pod bogato ubranym świerkiem leżała masa prezentów opakowanych w kolorowy papier. Addie już dobierała się do kilku paczek, rzucając opakowaniami na prawo i lewo. Lily nieśmiało podeszła do drzewka, po czym sięgnęła po jedną z paczek z jej imieniem. Obejrzała ją z każdej strony, po czym delikatnie zerwała papier. ‘Książka’- pomyślała. Skórzana okładka, łacińskie cytaty. 
-No otwórz, to ode mnie.- uśmiechnęła się Addie, odkładając na bok opakowanie po słodyczach. Lily posłuchała się. Ze skupienie otworzyła ‘to coś’, co okazało się albumem na zdjęcia. 
‘Dla najcudowniejszej osoby na świecie, za te 10 wspólnie spędzonych lat. Choćby nie wiem co się zdarzyło, zawsze pozostaniesz tą najlepszą. Adelaide.’
-wstęp napisany dobrze jej znanym, koślawym pismem wywołał na jej twarzy uśmiech. Przewróciła stronę, kiedy to zaparło jej dech w piersiach. Zdjęcie 5-letnich dziewczynek zrobiło na niej wielkie wrażenie. Zaśmiała się, wytykając swój własny wygląd. Przekartkowała cały album, odłożyła go na stół, po czym rzuciła się na Addie tuląc ją jak nigdy wcześniej.
-Dzięki, dzięki, dzięki. Kocham Cię!- wykrzyczała w euforii całując ją po policzkach.
-Och, daj spokój, to tylko album.- Addie zaśmiała się. 
-‘Tylko album’- westchnęła kpiąco- Nie masz pojęcia co mówisz, kobieto.- Lily zaśmiała się melodyjnie, po czym chwyciła kolejny prezent, który tym razem był owinięty papierem w renifery.  Niezdarnie go podrzuciła, co wywołało głośny szelest. Paczka upadła na podłogę, o dziwo nie rozwalając się. Dziewczyna zaczęła zdzierać opakowanie, tym razem robiąc to ostrożniej. Jej oczom ukazał się mały, podręczny kuferek, który po dotknięciu powiększał się dwukrotnie. Lily chciała go otworzyć, jednak nie mogła odnaleźć kluczyka, który w tej sytuacji bardzo by jej się przydał. Niestety nie było go ani na, ani pod kuferkiem. Nie zapodział się też w resztkach papieru, ni między innymi paczkami. Szesnastolatka rozglądała się bezsensownie. Wydawało jej się to dziwne. Addie w tym czasie pochłaniała już drugą czekoladową żabę, oblizując palce z uśmiechem na ustach. Dopiero po chwili spostrzegła, że jej przyjaciółka czegoś szuka.
-Co to za kuferek, hm?- wzięła szkatułkę w ręce i obmacała każdy jej zakątek.
-Nie wiem, nie ma kluczyka.- Lily w ramach odpowiedzi wzruszyła ramionami.
-Moja mama ma taki, który otwiera wszystkie zamki. Jak wróci do domu to się o niego podpytam.- zaproponowała, otwierając kolejną żabę.
-A, właśnie. Gdzie podziali się Twoi rodzice?- zapytała niespodziewanie.
-No mama poszła chyba na zakupy, a tata… ostatnio coś zbyt często znika, nie wiem co się dzieje. No ale gdyby było to coś poważnego, to by mi powiedzieli- odpowiedziała niepewnie, wstając i otrzepując spodnie- Po południu przyjdzie jeszcze poczta z prezentami, a o 14 mamy przyjść na obiad. Co powiesz  na mały obchód po sklepach?
-Chętnie. Może kupię sobie coś magicznego.- zaśmiała się Lily, wykonując ten sam ruch co przyjaciółka. 

Już kilka minut później stały przed wyjściem ubrane na cebulkę i opatulone szalikami autorstwa babci Addie. Ledwo otworzyły drzwi, co było spowodowane grubą warstwą śniegu, który przykrył dolinę w ciągu nocy. W przeciwieństwie do poprzedniego wieczoru, alejki były pełne ludzi, a gwar jaki panował zdecydowanie uprzykrzał pracę śpiewającym goblinom. W powietrzu unosił się tym razem zapach świeżych wypieków z cukierni i cynamonowych perfum przechodzących niedaleko czarownic. Wszystko wydawało się być cudowne. No może nie do końca.
-To gdzie najpierw?- zapytała Addie trąc sobie dłonie.
-No nie wiem, przecież ty znasz to miejsce najlepiej. Prowadź.- odpowiedziała Lily, wypuszczając parę z ust. Dziewczyna posłuchała się przyjaciółki, wzięła ją pod ramię i zaprowadziła do pierwszego, lepszego sklepu. Nad wejściem zawieszony był szyld ‘Szyk i elegancja w czarodziejskim wydaniu’. Przechodząc przez witrynę drzwi w ich nozdrza uderzył mocny, wiśniowy zapach. Jak się później okazało, idealnie pasował do aranżacji wnętrze. Wokół panował kolor ciemnej wiśni, chociaż zdawał się być jaśniejszy poprzez światło padające zza okna. Ubrania, a raczej szaty, porozwieszane były na kilku wieszakach. Tylko one wyróżniały się z całego pomieszczenia, tworząc dużą paletę barw. Addie złapała Lily za rękę i pociągnęła w stronę 3 z kolei półko-wieszaka. Pochwyciła trzy szaty, w tym jedną w neonowym odcieniu zieleni. Wepchnęła je w ręce przyjaciółki i szeroko się uśmiechnęła.
-Do przymierzalni, raz raz.- popchnęła ją, chwilę później zasuwając zasłony od wcześniej wskazanego miejsca. Nie czekała 5 minut, kiedy wyjawiła się zza niej Lily, odziana w ciemnofioletową szatę przed kostki. Pokręciła tylko negatywnie głową i powróciła z powrotem do środka. Z kolejnymi ubraniami było tak samo. Już miała się poddać, kiedy to ujrzała czarną szatę z czerwono-złotymi akcentami. Było ich kilka, dlatego przerzuciła je odnajdując z mniej-więcej dopasowanymi wymiarami i pognała do przymierzalni. Wyszła z niej uradowana, prawie że podskakując. Addie zaśmiała się tylko, po czym sięgnęła ręką po czarną, szpiczastą tiarę i nałożyła ją na głowę przyjaciółki.
-No, teraz wyglądasz jak rasowa Gryfonka.- uśmiechnęła się szeroko.
-Zaraz… to znaczy, że to szkolna szata?- zapytała, lekko się czerwieniąc.
-No a jaka?- odpowiedziała kpiąco- Pakuj ją, ja zapłacę. Może Ci się kiedyś przyda.- ostatnie zdanie dopowiedziała cicho i raczej do siebie, jednak Lily najwyraźniej to usłyszała. Popatrzyła dziwnie na przyjaciółkę, po czym znikając w przymierzalni wyszła z niej z wypchaną torbą. Podeszły do kasy, gdzie Addie zapłaciła za zakupy, po czym wyszły ze sklepu. Ponownie znalazły się na świeżym powietrzu, trzęsąc się z zimna. 

-Może zajdziemy do cukierni? Rozgrzejemy się troszkę.- zaproponowała Addie.
-Jasne, czemu nie?- odpowiedziała pytaniem Lily, po czym porwana przez przyjaciółkę, wparowała razem z nią do bijącego ciepłem lokalu. Był w świątecznym ustroju, w rogu stał kominek, a spod podłogi wydobywała się cicha, świąteczna melodia. Dziewczyny zajęły miejsce przy oknie, kiedy to podszedł kelner. Addie zamówiła dwa razy gorącą czekoladę i dwa kawałki lukrowego piernika. Z lekkim zdenerwowaniem stukała palcami w blat stolika, spoglądając na zatłoczoną alejkę. Wyglądała tak, jakby szukała kogoś wzrokiem. Jednak Lily wolała zostawić ją w spokoju. 

Po kilku minutach kelner zrealizował zamówienie i przed dziewczynami wylądowała taca, która moment wcześniej unosiła się w powietrzu. Czekolada wraz z ciastem sfrunęły z niej i opadły mimowolnie równolegle na blacie. Addie przemieszała zawartość swojego kubka kilkanaście razy, aż w końcu wzięła jeden, głęboki łyk. Lily zrobiła to trochę mniej łakomie,  siorbiąc płyn w równych odstępach czasu. Co było dziwne, ani razu nie odezwały się do siebie. Zamknęły się w sobie, tylko kilka razy mijając się wzrokiem. Dopiero gdy Lily spróbowała ciasta i lekko się skrzywiła, zaczęły rozmawiać. 
-Mówiąc słonecznikowe… myślałam, że nie masz na myśli łupinek słonecznika w cieście!- wzburzyła się.
-Mhm.- przytaknęła z niechęcią Addie, ponownie mieszając, ale już tylko w ćwierć pełnym kubku.
-Coś ty tak zmarkotniała?- zapytała Lily, dziwnie przyglądając się przyjaciółce.
-Tak jakoś… to chyba pogoda.- odparła.
-Pogoda, taa… To niezbyt przekonujące, nie sądzisz?- powiedziała dość poważnie, rzucając wzrokiem na widok za szybą- Tam jest wróżka? Chodź, poprawi Ci się humor.- zaproponowała.
-Myślę, że to zły pomysł.- odpowiedziała.
-Czemu? No chodź, to nic złego.- Lily wstała i pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
-Naprawdę myślę, że nie powinnyśmy tam iść.- powiedziała, denerwując się. Jednak szesnastolatka tego nie usłyszała. 

Po przejściu przez witrynę drzwi, ich ciała przeszedł potężny dreszcz, spowodowany niską temperaturą. Chwilę później wparowały do lokalu tak zwanej wróżbiarki. Już samo wejście było dość tajemnicze. Panował tam mrok, królował fioletowy i czarny kolor. Podekscytowana Lily pociągnęła towarzyszkę głębiej, gdzie z ciemności wyłonił się zarys niskiej postaci. Nagle świece zapaliły się i ukazały ją w całej okazałości. Była to dość wysoka kobieta w fioletowej szacie i dziwnej chustce na głowie, od której bił zapach wiśniowej cherry. Na stoliku, który pojawił się przed nią dosłownie znikąd, znajdowała się mała, prawie że nie czytelna wizytówka.
Sybilla Trelawney
Lily przeczytała ją w myślach kilka razy, kiedy kobieta odezwała się  wysokim, chropowatym głosem:
-Witajcie dziewczęta, w czym Wam mogę pomóc? Przyszłość, praca…. a może miłość? Tak, jesteście takie młode, korzystajcie z miłości póki możecie. Wystarczy, że otworzycie swoje umysły, a przepowiem Wam dokładnie to, co będziecie chciały.- mówiąc, jakby wykutą na pamięć formułkę, bawiła się szklanką kulą, kartami i swoim nonszalanckim naszyjnikiem. 
-Dzień dobry, my tak może ogólnie. Chociaż miłość, tak, miłość też. Nie, Addie?- wytrajkotała lekko oszołomiona, rozglądając się po pomieszczeniu. Przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami.
-Usiądźcie.- zaproponowała Trelawney. Dziewczyny posłuchały się jej i opadły na zmaterializowane przed chwilą krzesła. Same dosunęły się do stolika. 
-Tak więc miłość…. Podaj mi rękę, młoda damo.- powiedziała kobieta, wyciągając dłoń w stronę Addie. Ta podała jej z niechęcią swoją.
-No cóż… Wygląda na to, że nie będziesz miała szczęścia w miłości. Widzę tu wyraźne, postrzępione linie… A co to?! Dziewczyno, strzeż się! Jesteś w wielkim niebezpieczeństwie, ktoś bliski wyda Ciebie i Twoich przyjaciół. To będzie prawdziwy wstrząs dla Twojej matki… Tak, ojciec, coś z nim będzie nie tak… Zaraz, zaraz. To miała być miłość, tak? W takim razie… Widzę, widzę… Rzuca Cię jakiś chłoptaś, nie zaprzątaj sobie nim głowy. Swoją drogą wyczuwam w Twojej aurze, widzę i wyczuwam, trójkę dzieci, tak, trójkę. Chłopiec, dziew…
-Och, dość tych głupstw. Wychodzę!- przerwała jej Addie, zrywając się i wybiegając z lokalu. Lily zdezorientowana odprowadziła przyjaciółkę wzrokiem, po czym odwróciła się w stronę Trelawney. Nie wiedząc co powiedzieć, spojrzała na nią z politowaniem. 

-Przejdzie jej, to tylko zły wpływ marsa na jej psychikę… A ty? Przepowiedzieć Ci miłość, cokolwiek?- powiedziała, jak gdyby nigdy nic.
-Wie pani, ja chyba już pójdę. Przepraszam, ale koleżanka miała pieniądze… mi się skończyły te całe galemoniaki.- odparła przestraszona.
-Galeony, tak. Nic nie szkodzi, ale następnym razem ich nie zapomnij. To będzie dobry dla Ciebie dzień, do zobaczenia!- wykrzyczała. Lily zagestykulowała jej coś na pożegnanie, po czym skierowała się w stronę wyjścia. Nagle usłyszała odgłos dławienia się. Obróciła się, a Trelawney podtrzymywała się rękoma blatu stołu i dusiła się, próbując coś powiedzieć. Lily przeraziła się niesamowicie.
-Proszę pani… nic pani nie jest?- zapytała niepewnie. Kobieta nie reagowała, kiedy nagle odezwała się niskim i jeszcze bardziej chropowatym niż przedtem głosem, patrząc się w górę i zaciskając dłonie w piąstki.
-„Aaaaa, wszyscy się chowają, koniec nadchodzi, wielka bitwa się rozpoczyna, starzec podniesie różdżkę, krew poleje się….”- Lily nie wysłuchała jej do końca tylko wybiegła na zewnątrz z przerażaniem na twarzy. Odnalazła przyjaciółkę wzrokiem, podbiegła do niej i zaczęła trząść ją za ramię:
-Addie… Z nią się coś dzieje! Zaczęła gadać coś o jakiejś bitwie, Addie, wróćmy tam, z nią się coś dzieje!- wykrzyczała zdezorientowana.
-Och, daj spokój, Lily. Ta stara purchawa pewnie popadła w depresje, a nasze przyjście wywołało u niej jakiś wewnętrzny szok. Z resztą nie ma czemu się tu dziwić, od zawsze miała nie po kolei w głowie.- odpowiedziała zachowując spokój. Wydarzyło się coś, co poprawiło jej humor, ponieważ była całkowicie wyciszona i wyluzowana. 
-Chodźmy.- powiedziała z zadowoleniem, ciągnąc przyjaciółkę za rękę. Skierowały się razem w stronę domu czarownicy.


_______________

Hahaha, jakie to słodziachne. Za dużo słodyczy. Ale napisałam ten rozdział miesiąc temu i przed chwilą dopisałam ten fragment od 'piąstek', bo nie mogłam wymyśleć tekstu przepowiedni. Chciałam, żeby 'brzmiał' poważnie, a wyszło jak wyszło xD No cóż, są wakacje, nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Nie chce mi się kompletnie nic robić, chociaż mam masę czasu. W każdym razie pozdrowienia od fruźki i miłych wakacji!

3 komentarze:

  1. Jeju, cuuudoo xd
    Czekałam, czekałam i się doczekałam. No i jest super.
    Napisałaś go miesiąc temu i mnie katowałaś ? Nie ładnie
    Próbuję rozgryźć co właściwie jest z Addie. Wydaje się świetną dziewczyną, ale czasami się wyłącza i wydaje się podejrzana. No nic, zobaczy się ;) No i ciekawe co jest w kufrze Lily.
    Dracze, Dracze, gdzie mój Dracze ? ;c
    I podobała mi się akcja z Syb :)
    Wyłapałam jeden błąd. Mianowicie, piszemy "chaos", a nie "haos".

    Czekam na ciąg dalszy,
    Mad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam :) Co do Addie, tak jakoś mi się nasunęło, że trzeba by było nadać trochę tajemniczości i wpadła poboczna fabuła. Tak z niczego właściwie. Kufer Lily... całkowicie zapomniałam, że o nim napisałam :o Kolejny chory pomysł, o którym zapomniałam. Draco, hmm. Na razie jest/będzie go mało, ale z czasem go przybędzie, bo to on i Lily wyjdą na głównych bohaterów. To będzie troszkę chora historia :D Sybilla wyszła na poczekaniu, bo nie miałam pomysłu o czym napisać, a że to zgadza się z dalszą fabuła to palnęłam.
      Błąd poprawiony, tak w ogóle to GOSH, idiotyczny ten błąd. Ale co się dziwić, nie czytałam tego od czasu kiedy napisałam.
      Pozdrawiam & jeszcze raz dziękuję ; ))

      Usuń
  2. Zostałaś mianowana!
    Szczegóły: http://patty-marley-hogwart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń