poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział VIII

Na­wet gdy przy­jaciel działa wbrew to­bie, wciąż jest twoim przyjacielem.
Spod puchowej czapki wystawały pojedyncze, ciemnobrązowe kosmyki. Na jednej z warg można było zauważyć rozcięcie, która prawdopodobnie pod wpływem czasu zaczęło się już goić. Sekundę później wykrzywiło się z całymi ustami w lekki, nieskazitelny uśmiech. Po chwili milczenia dziewczyna lekko się zmieszała, a kącik jej ust bezwładnie opadł. 
-Addie, co ty tu robisz?- wydusiła z siebie Lily, przymrużając oczy.
-Ja… ja Ci wszystko wytłumaczę! Byłam głupia, bałam się o ciebie… teraz wiem…
-Co wiesz?- wtrąciła się szesnastolatka, której ton głosu dziwacznie się zmienił.
-…Wiem, że to był zły pomysł! Zostawiłam cię akurat w takim momencie… To, co stało się dzisiaj u twojej ciotki…
-Zaraz, to znaczy, że mnie śledziłaś?- Lily oprzytomniała, lecz głównym tego powodem był odgłos karetki pogotowia.
-Ja… przepraszam za ten wieczór, przepraszam za wszystko! Naprawdę się o Ciebie martwiłam, a to, czego byłam dzisiaj świadkiem…  Och, Lily, spędź ze mną święta! Bardzo mi na tym zależy, proszę!- mówiła to z przyspieszonym oddechem, w między czasie wypuszczając parę z ust, co było nieuniknione przy minusowej temperaturze. 
-Nie wiem, czy to dobry pomysł…- wycedziła.
-Ale… mam rozumieć, że między nami wszystko dobrze, tak?- zapytała z wyraźną nadzieją w głosie.
-Chyba… chyba tak.- Lily wzruszyła ramionami, krzywiąc usta w lekkim uśmiechu. Nie zdążyła zaczerpnąć powietrza, kiedy to Addie rzuciła się na nią z niepowtarzalną siłą. Mocno ją objęła, pociągając co chwilę nosem. Lily nie protestowała, tylko wtuliła się w przyjaciółkę. Nie miała siły, żeby się z nią kłócić, dlatego postanowiła jej wybaczyć. W końcu i tak nie miała gdzie się podziać, a perspektywa spędzenia świąt z najbliższą w tym momencie osobą była zdecydowanie lepsza, niż przesiedzenie tych kilku dni w czterech ścianach. Zrozumiała, że na Addie może polegać zawsze-chociaż nieraz ją zawiodła, to nie zostawiła jej samej w tak ciężkim momencie. Zaoferowała jej pomoc, cenną pomoc. Przekonała się, że prawdziwej przyjaźni nic nigdy nie stanie na drodze. 
Dziewczyny przytulały się przez dobre pięć minut. W końcu odczepiły się od siebie.
-To jak, zastanowiłaś się?- zapytała Addie, nabierając powietrza w płuca.
-Nad czym?-  szatynka odpowiedziała pytaniem, otrzepując rękaw płaszcza z nagromadzonego na nim śniegu.
-No, czy chcesz spędzić ze mną święta? Pamiętaj, że nie przyjmuję odmowy.- uśmiechnęła się szeroko, susząc zęby.
-No nie wiem…- Lily spuściła wzrok w dół, jednak nie mogła wytrzymać i po chwili wybuchła cichym, melodyjnym śmiechem. Addie odpowiedziała jej tym samym, po chwili wzięła ją pod ramię i pociągnęła za sobą. 
-Tak właściwie, to gdzie idziemy?- zapytała Markley odchrząkując.
-Do doliny, a niby gdzie?- odpowiedziała z sarkazmem Addie.
-To raczej chyba oczywiste.- odmruknęła.   
-No widzisz?- uśmiechnęła się lekko.
-Och, Gardini.- zaśmiała się. Jej wzrok przykuło czoło towarzyszki, na które opadało bezwładnie kilka brązowych kosmyków. Jednym, zdecydowanym ruchem ściągnęła jej bawełnianą czapkę. Wyjawiła się spod nich spora ilość ciemnych włosów. Szesnastolatka zatrzymała się gwałtownie, przykładając dłoń do ust.
-Czy mi się zdaje, czy jeszcze kilka dni temu byłaś blondynką?- wytrzeszczyła oczy, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Och, daj mi spokój.- odpowiedziała z lekkim poirytowaniem, wyrywając czapkę przyjaciółce. Sekundę później miała ją już na głowie. 
-Czyżbyś miała już dość docinek?- zapytała Lily, zmieniając ton głosu na dość piskliwy. Addie w odpowiedzi wytargała jej włosy, kręcąc negatywnie głową. Jeszcze kilka minut temu jej przyjaciółka była strasznie załamana, a teraz naśmiewa się z niej nie mając litości. Z jednej strony cieszyła się z tego powodu, z drugiej natomiast wolałaby mieć przy sobie tą bardziej zdołowaną wersję Lily. Jednak musiała się pogodzić z rzeczywistością.

Po kilkuminutowych przepychankach i chichotach, przyjaciółki stanęły przed dobrze znaną im ścianą. W ciągu tych kilku miesięcy naroiło się na niej od nowych malunków. Z kilku miejsc odpadł tynk, a niektóre cegły popękały z powodu wilgoci. Uliczka nie była też odśnieżana, więc dziewczyny stanęły w śniegu po kolana. Addie postanowiła się jednak szybko zrehabilitować i wyciągnęła różdżkę. Zaklęciu towarzyszył zwinny ruch dłonią. Po chwili pociągnęła Lily za sobą. Po raz kolejny znalazły się w dolinie. Ale to nie było to samo miejsce.

Ziemię przykrywała gruba warstwa białego puchu, drzewa i krzewy opustoszały tworząc prowizoryczne, kolczaste ogrodzenie, a kostkę brukową, która dotychczas uchodziła za drogę, zamieniono na sosnowe schody prowadzące do centrum doliny. To ono zmieniło się najbardziej. Rząd wolnostojących domków był teraz rzędem małych budynków, pozbawionych dachu i jakiekolwiek przestrzeni. Z widoku zginęła również aleja, służąca zakupom i odpoczynkowi. Tym razem mieściła się naprzeciwko części mieszkalnej. Była zdecydowanie mniejsza i krótsza niż ostatnim razem. Jednak wszystko to rekompensowała świąteczna atmosfera. W powietrzu unosił się mocny zapach lukrecji i cynamonu, który z pewnością pochodził z pobliskich cukierni. Drogę oświetlały małe, srebrne kuleczki unoszące się ponad głowami. W centralnej części doliny stał świerk mierzący około 30 stóp, ozdobiony przeróżnymi świecidełkami i bombkami. Pod drzewem stała grupka goblinów*, odśpiewujących tradycyjne pieśni świąteczne. Chociaż ich głos nie był jednym z najlepszych, to i tak wprawiał w dobry nastrój. Wszystko to dopełniało gwiaździste niebo i pełnia. 

-Trochę się tu zmieniło, nie?- powiedziała Addie, widząc osłupiałą przyjaciółkę- Po tej pierwszej napaści były kolejne, ciągle czegoś szukają. Próbowaliśmy wszystko odbudować, niby przy pomocy magii poszłoby szybko, ale przy takich warunkach nie ma co liczyć na lepsze efekty - wzruszyła ramionami, otrzepując się ze śniegu.- No to co, idziemy?- ruszyła do przodu, w międzyczasie rzucając w stronę Lily zachęcające spojrzenie. Ta stała jednak jeszcze przez chwilę, przyglądając się całemu miejscu. Tak bardzo chciałaby pomóc w odbudowie, choćby swoimi własnymi, mugolskimi sposobami. W końcu w jakiś sposób uczestniczyła w jednej z napaści. Widziała, jak śmierciożery spalają wszystko żywcem, jak niszczą wszystko, co napotkają. Jednak nie mogła tego zrozumieć. Musieli mieć w tym jakiś cel. Może najwyraźniej naprawdę czegoś szukali. Ale czego? Czego mogliby szukać w dolinie, gdzie prawie nikt nie ingeruje w sprawie wojny, która teoretycznie się już zakończyła. Chociaż Voldemort zdobył rozumy połowy magicznego świata, to wciąż poszukiwał, a może i nawet zmuszał ludzi do zostania jego zwolennikami. Podbił już tak wiele miejsc, a wciąż czuł rządze pożądania. Chciał więcej, pożądał więcej. Zapomniał o tym, że w każdej chwili może stracić to, co do tej pory udało mu się zdobyć. Skupił się wyłącznie na nowościach, tylko to go interesowało.

W końcu Lily ruszyła się z miejsca i podążyła za przyjaciółką. Śnieg, który opadał na dróżkę natychmiast znikał, a temperatura była wyższa niż na otwartym terenie. Kilkanaście sekund później znalazły się pod jednym z małych domków. Lily w końcu mogła się mu bliżej przyjrzeć. Ściany jak i były tak i są białe, trzy okna zostały zamienione na jedno malutkie a dębowe drzwi zastąpiły sosnowe deski z byle jak przyczepioną klamką. Addie pociągnęła za nią, otwierając tym samym drzwi. Dziewczyny weszły do środka.Ku zdziwieniu Lily wnętrze nie zmieniło się ani trochę. Na zewnątrz budynek wydawał się bardzo mały, ale w środku wciąż pozostał takiej samej wielkości. Jednak dało się zauważyć niewielkie zmiany. Niektóre obrazy zamieniły się miejscami, żyrandole były wyraźniej czystsze i bardziej lśniące, spod podłogi dało się usłyszeć cichą, świąteczną muzykę, a w każdym znajdował się jakiś akcent świąteczny. Lily w końcu odetchnęła z ulgą. Rozebrała się, wieszając ubranie na jednym z haczyków umieszczonych przy drzwiach. Addie zrobiła to samo. Obie weszły w głąb mieszkania. Zapach cynamonu i lukrecji wymieszał się z wanilią, i cytryną. Nagle przed dziewczynami pojawiła się mała istota z wyłupiastymi, niebieskimi oczami.
-Och, panienka Gardini. Pani moja prosi do jadalni, tak, zaprasza do jadalni panienkę i jej towarzyszkę.- skrzatka wykonała głęboki, wdzięczny ukłon w stronę szesnastolatek.
-Dziękuję Ci, Gildo.- odpowiedziała Addie, lekko uginając kolana. Gdy tylko skrzatka zniknęła w kuchni, dziewczyna odchrząknęła i spojrzała z uśmiechem na przyjaciółkę. 
-To była skrzatka domowa, wiesz… gotowanie, sprzątanie, pranie i takie inne rzeczy. Mój tata zaoferował jej pracę, zgodziła się natychmiast.- opowiedziała.
-Hmm, Gilda…- wycedziła z namysłem Lily, poruszając nieznacznie brwiami.
-Jak to mawia szanowny pan Gardini: historia nadania tego imienia jest  równie dziwna jak ono same. Przyzwyczaisz się.- puściła jej oczko, po chwili łapiąc ją pod ramię i ciągnąc w stronę jadalni. Ich oczom ukazał się pokaźnej wielkości stół, nakryty śnieżnobiałym obrusem. Blady sufit pokrywały teraz trzy, uśmiechnięte postacie, przedstawiające domowników. Między nimi znajdował się pozłacany żyrandol. 
-O, już jesteście.- ciepły, delikatny ton obiegł ściany pomieszczenia.
-Cześć mamo.- odpowiedziała Addie melodyjnym głosem. 
-Dobry wieczór.- uśmiechnęła się głęboko Lily.
-No, siadajcie. Mam nadzieję, że nic nie zakłóciło Waszej drogi do domu?- zapytała z niepokojem w głosie Marie, obserwując zasiadające do stołu szesnastolatki. 
-Tak, mamo, wszystko było w porządku. Tak na marginesie- gdzie jest tata?- powiedziała dosuwając krzesło.
-Znowu gdzieś zniknął - Marie machnęła ręką, uśmiechając się nieznacznie- Tak więc dziewczynki, wesołych świąt!- zaśmiała się, pstrykając palcem. Na blacie pojawiło się kilkanaście porcelanowych talerzy, każdy z inną zawartością. Lily ukradkiem oblizała usta, równocześnie składając i dziękując za życzenia. W końcu chwyciła jeden z półmisków, nakładając sobie na talerz małą porcję nieznanej jej mieszkanki warzyw. Każda szklanka została napełniona sokiem dyniowym, który zniknął z nich w mgnieniu oka. Na szczęście za chwilę z powrotem się pojawił. Lily zajęta objadaniem się, śpiewaniem świątecznych piosenek i żartowaniem z kobiecym gronem zupełnie zapomniała o wcześniejszych wydarzeniach. Cieszyła się, że mogła spędzić ten wieczór w najlepszym jak dla niej towarzystwem, wcale się nie przejmując rodzicami. 

Czas płynął nieubłagalnie. Po dobrych dwóch godzinach brudne naczynia zniknęły ze stołu, Marie Gardini zniknęła w kuchni a dziewczyny udały się na pierwsze piętro do pokoju Adelaide. Tutaj też nic się nie zmieniło, prócz dodatkowego łóżka ustawionego w kącie pod oknem, na którym leżała przygotowana już piżama Lily. Połowa zawartości jej szafy została przeniesiona do doliny. Nie wiedziała o tym, ale wolała też nie zagłębiać się bardziej w tą sprawę. Ignorując samoistne pojawienie się jej w domu jej przyjaciółki, założyła ją  opadając bezwładnie na łóżko. Addie wpełzła pod kołdrę, szczelnie się przykrywając. Biorąc z niej przykład Lily zrobiła to samo. Głęboko odetchnęła.
-Kocham Cię, Markley.- nagle usłyszała głos przyjaciółki, odwróconej w jej stronę. Ciemno-brązowe włosy przykrywały jej połowę twarzy, lecz nie zwracała na to uwagi.
-Ja Ciebie też, Gardini.- odpowiedziała, puszczając jej oczko. Chwilę później czarownica odwróciła się na drugi bok, markocąc ciche dobranoc. Lily udała, że tego nie słyszała i przewróciła się w stronę okna. Przed jej oczyma przeleciały jej całe dwa miesiące. Dzisiejszy dzień był zdecydowanie jednym z tych najchaotyczniejszych. Najgorszy, a zarazem najlepszy- skończył się szybko. Z rozmyślań wybił ją widok spadającej gwiazdy. Bez większego zastanowienia wypowiedziała szeptem składankę słów:
-Chcę zostać w dolinie tyle, ile będę chciała. Niczego więcej nie potrzebuję.
Addie uśmiechnęła się pod nosem, lecz nie wiadomo z jakiego powodu- słów przyjaciółki, kaszlnięcia jej ojca, który najwyraźniej pojawił się w domu, czy wyjątkowego snu. W każdym razie chwilę później obie z pewnością znalazły się w objęciach Morfeusza, chrapiąc w niebogłosy. ]

*Bank Grin. już niestety nie istnieje :c
_______
Rozdział po długim czasie zostaje dodany. Jest ciepło, zbliża sie koniec roku- nie mam ochoty ani czasu na spędzanie czasu sama ze sobą, dlatego nie mogę też zbyt dużo pisać. Kolejny rozdział pojawi się myślę, że w czerwcu, kiedy już skończą się te wszystkie poprawy. Tymczasem do następnego!

10 komentarzy:

  1. Dlaczego tu jeszcze nie ma komentarzy? Świetny jest ten rozdział i bardzo mi się podoba Twój styl pisania, tak trzymać :* U mnie też ciężko z siedzeniem w domu, zwłaszcza, że słońce wychodzi ale staram się pisać regularnie :)
    Powodzenia na poprawach ;*

    http://nowy-hogwart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo, strasznie się cieszę, że zajrzała taka osoba jak ty, bo ze względu na wszystko znasz się bardziej na tym fachu niż ja! :D Ja mam właśnie z tym problem, szczególnie z włączeniem worda podczas upału, który panuje nie tylko na zewnątrz. Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Jejku, czekałam tu na Ciebie, czekałam i czekałami się doczekałam !
    Fajnie, że Lilly spędza święta z Ad ;) To pewnie całkiem coś nowego !
    Czekam (nie)cierpliwie na kolejny rozdział i jednocześnie zapraszam do siebie ;-)
    Pozdrawiam,
    Mad.
    [moda-na-hogwart]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami opłaca się czekać :D Na pewno wpadnę, mam spore zaległości w czytaniu, dlatego postaram się jak najszybciej je nadrobić. Dzisiaj "przyszłam" szybciej ze szkoły, ale i tak nie mam czasu, bo muszę napisać kilka rzeczy do szkoły i odrobić zaległe prace... No cóż. Dzięki i również pozdrawiam ;))

      Usuń
  3. Rozdzial swieeetny pisz dalej. ! Wpadaj http://one-story-one-dream-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty i te Twoje komentarzeeee :D Wzium, nie czytam i komentuję XDD Ale mimo wszystko dzięki O. :*

      Usuń
  4. Rozdział bardzo ciekawy, ale na końcu znalazłam powtórzenia :
    1. Ignorując samoistne pojawienie się jej w domu jej przyjaciółki, założyła ją opadając bezwładnie na łóżko.
    Poprawione : Ignorując samoistne pojawienie się w domu jej przyjaciółki, założyła ją opadając bezwładnie na łóżko.
    2. Przed jej oczyma przeleciały jej całe dwa miesiące.
    Poprawione : Przed jej oczyma przeleciały całe dwa miesiące.
    Wiem, wiem niewidoczne błędy, ale wolałam napisać żeby czytało się lepiej :)
    Reszta pięknie, cudnie :)
    Czekam na ciąg dalszy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie, teraz nie mam głowy do poprawek, ale myślę, że jutro to edytuję :)) Nie wiem dlaczego, ale ostatnio wpada mi wiele błędów, to chyba przemęczenie xD
      No cóż, jeszcze raz dziękuję za komentarz, pozytywne wsparcie i pozdrawiam! =))

      Usuń
  5. Witam...

    Czyli dziewczyna wychodzi powoli na prostą, bardzo dobrze. Jestem ciekawa dalszych wydarzeń. A co do Twojego talentu, to nadal jestem tego samego zdania: świetnie piszesz, czyta się płynnie i przyjemnie. Nie jedna osoba może Ci pozazdrościć.

    Weny!
    Wentz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki... pozdrawiam :)

      Usuń